Zamach w Krakowie. Otworzyła drzwi i uratowała około 20 osób
W sobotę na krakowskim Rynku Głównym doszło do strzelaniny, w której zginęło sześć osób, a 16 zostało rannych. Właścicielka studia tatuażu przy ulicy Grodzkiej uratowała około 20 uciekających ludzi.
Właścicielka studia tatuażu przy ulicy Grodzkiej w Krakowie, słysząc strzały i krzyki, otworzyła drzwi i wpuściła do środka uciekających ludzi. – Wczoraj w pewnym momencie usłyszałam strzały i krzyki. Dużo osób wbiegło na podwórko. Myślałam, że ktoś ich goni – opowiedziała stacji TVN24.
Kobieta co jakiś czas otwierała drzwi, aby wpuścić kolejne osoby. Ostatecznie w niewielkim lokalu znalazło się około 20 osób. – Zadzwoniłyśmy z pracownicami na policję. Powiedziano nam, żeby nie wychodzić. Mam mały lokal. Znajduje się tam jedynie poczekalnia i gabinet, więc musieliśmy zmieścić się na 21 metrach – wskazała.
Strzelanina na rynku
Do tragicznych wydarzeń doszło w sobotę po godz. 15 na krakowskim Rynku Głównym. 24-letni mężczyzna wjechał tam samochodem, a następnie otworzył ogień z broni długiej do przypadkowych przechodniów. W wyniku ataku zginęło sześć osób, a 16 zostało rannych.
Wśród poszkodowanych znaleźli się dwaj interweniujący policjanci, z których jeden był w stanie ciężkim. Napastnik, ubrany w strój wojskowy, próbował uciec samochodem ulicami centrum miasta. Po pościgu został postrzelony i zatrzymany na ul. Dietla.
Rodzinna tragedia
W bagażniku jego pojazdu znaleziono arsenał broni i amunicji. W niedzielę pojawiły się nowe informacje dotyczące stanu zdrowia rannych funkcjonariuszy. Obaj policjanci zostali wybudzeni ze śpiączki, jednak ich stan nadal określany jest jako ciężki.
Ustalono również, że przed atakiem w Krakowie Michał O. dopuścił się zabójstwa najbliższych członków rodziny. W rodzinnym mieszkaniu w Ostrowcu Świętokrzyskim śmiertelnie postrzelił swoich rodziców oraz młodszą siostrę. Cała trójka zginęła najprawdopodobniej we śnie, w sobotni poranek.