
Co to było? Ferrari pokazało "włoską robotę". Kubica może być wściekły - SportoweFakty
Zespół AF Corse, w którym startuje Robert Kubica, nie tylko stracił szansę na wysoki wynik w wyścigu 6h Monza, ale również musiał zmagać się z poważnymi błędami technicznymi, które spowodowały spadek jego załogi z trzeciego na czternaste miejsce.
Początek wyścigu 6h Monza w ramach mistrzostw Świata WEC zapowiadał się obiecująco dla załogi AF Corse w składzie Phil Hanson, Yifei Ye i Roberta Kubicy. Zespół dysponował konkurencyjnym Ferrari 499P, a w trzecim treningu załoga Kubicy zajęła trzecie miejsce w klasie Hypercar, tracąc zaledwie 0,558 s do lidera.
Pierwszy cios nadszedł już w pierwszej godzinie wyścigu. Sędziowie stwierdzili nieprawidłowe ciśnienie w oponach Ferrari numer 83, co skutkowało karą 20 sekund podczas pit-stopu. Konsekwencją był spadek załogi na ostatnie, siedemnaste miejsce w klasie.
Problemy nie dotyczyły wyłącznie samochodu Kubicy. Podobne kłopoty miały również fabryczne Ferrari z numerami 50 i 51. Antonio Giovinazzi tłumaczył błędy niską temperaturą powietrza i brakiem odpowiedniego przygotowania do jazdy na suchej nawierzchni.
Kompromitujący błąd mechaników
Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. W czwartej godzinie wyścigu, gdy Kubica prowadził walkę o poprawę pozycji, doszło do scen, których trudno oczekiwać od zespołu rywalizującego na najwyższym poziomie. Z samochodu Kubicy odpadło koło, a przyczyną był nieprawidłowy montaż podczas wcześniejszego pit-stopu.
Polak musiał natychmiast zjechać do alei serwisowej, gdzie mechanicy zajęli się naprawą problemu. Straty czasowe były ogromne, a AF Corse ponownie zostało wyrzucone z walki o wysoką lokatę, spadając z ósmego na czternaste miejsce.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Ferrari odebrało swojej załodze szansę na rezultat, na który ta ciężko pracowała przez cały weekend. Najpierw błędne przygotowanie opon, później źle zamontowane koło. Dwa poważne błędy, które w wyścigu trwającym sześć godzin mogą przekreślić cały wysiłek kierowców.
Kubica nie odpuścił
Mimo kolejnego ciosu Robert Kubica nie zamierzał się poddawać. Polak pokazał, dlaczego wciąż należy do najbardziej cenionych kierowców wyścigów długodystansowych. Po powrocie na tor rozpoczął odrabianie strat i stopniowo przesuwał się w górę klasyfikacji.
Na pół godziny przed końcem zmagań był już dziesiąty, a w ostatnich minutach ponownie zaatakował. Na niespełna dziesięć minut przed metą wyprzedził rywala z Peugeota i awansował na dziewiąte miejsce. Później zyskał jeszcze jedną pozycję wskutek wypadku załogi numer 12 Cadillaka.
