Lekarze ratowali policjantów po zamachu w Krakowie. "Tak znaleźliśmy się w oku cyklonu"
Dwaj lekarze, prof. Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak, ratowali funkcjonariuszy rannych w sobotnim zamachu w Krakowie, opisując swoje działania na konferencji prasowej.
W sobotę Michał Oksiński z Ostrowca Św. strzelał do ludzi jadąc samochodem przez Rynek Główny w Krakowie, a następnie ulicami Grodzką i Stradomską. Na rogu ul. Stradomskiej i Dietla wpadł w inny samochód, po czym doszło do strzelaniny ze ścigającymi go policjantami. Zarówno sprawca, jak i funkcjonariusze zostali ranni.
Akcja ratunkowa
W pobliżu miejsca zdarzenia byli w tym czasie dwaj lekarze, którzy akurat wychodzili z restauracji ze swoimi rodzinami. Podjęli decyzję o udaniu się na miejsce, bo jak są strzały, to są też ofiary.
Pierwsza pomoc
Lekarze podkreślają, że na miejscu byli również policjanci, którzy zabezpieczali teren zdarzenia. Po przedstawieniu się jako chirurdzy, otrzymali od funkcjonariuszy podstawowe przyrządy medyczne.
— Część z tych policjantów to byli przeszkoleni ratownicy. Samochody policyjne są wyposażone w apteczki. Dostaliśmy od nich podstawowe przyrządy — mówił prof. Pędziwiatr.
Lekarze nie wiedzieli, że jeden z rannych to napastnik, który był ubrany jak antyterrorysta. — Nie widzieliśmy bandytów, była taka konsternacja — dodawał dr Wierdak.
Kłamstwa w sieci
Dr Wierdak skomentował pojawiające się w internecie kłamstwa o rzekomej nieobecności policji. — Internet szaleje. Najbardziej nas wzburzyło, że byliśmy na miejscu, a tu ktoś, kto nie był na miejscu, mówi, że nie było policji — ocenił.
Prof. Pędziwiatr podkreślił rolę dr. Wierdaka w ratowaniu życia policjanta, który obezwładnił napastnika. — Gdyby Mateusz Wierdak nie opatrzył poszkodowanego, nie upchał tych wszystkich gazików do klatki piersiowej, to ten chory nie doczekałby przyjazdu karetki — stwierdził.