
Rozmówca Interii cudem uniknął śmierci. Znalazł się w centrum strzelaniny
W sobotnie popołudnie na krakowskim Rynku Głównym doszło do strzelaniny, w której życie straciło sześć osób, a 16 zostało rannych.
24-latek wjechał na Rynek Główny w Krakowie i otworzył ogień do znajdujących się tam przypadkowych przechodniów. Jednym z osób, które znalazły się w centrum zamachu, był Marcin, który ze znajomymi przebywał w sklepie Zara nieopodal Bazyliki Mariackiej.
Byliśmy na zakupach i usłyszeliśmy strzały. Był popłoch totalny, każdy zaczął uciekać w inną stronę. Ja, z ciekawości co się dzieje, stanąłem w drzwiach. Zamachowiec nadjechał samochodem i rozpoczął ostrzał sklepu - relacjonował nasz rozmówca.
Marcin opisał, że wszystko działo się bardzo szybko. - To były ułamki sekund. Gdybym nie padł na ziemię, to pewnie bym już nie żył - przyznał. Sam uniknął kul, ale był świadkiem śmierci dwóch innych osób.
Akcja ratownicza
Na miejscu zapanował chaos, ponieważ ludzie nie wiedzieli, co mają robić i gdzie mogą się skryć. Pierwszy na miejsce dotarli strażacy, a zaraz za nimi policja. - Dla mnie to były ułamki sekundy i służby zaczęły się pojawiać. Faktycznie straż miejska była jako pierwsza, ale zaraz za nią wszyscy po kolei przyjeżdżali - wyjaśnił Marcin.
Jedną z bohaterek akcji ratowniczej przed sklepem i w środku okazała się turystka, z wykształcenia pielęgniarka. Jej zaangażowanie nagłośniła w mediach społecznościowych córka.
Tło tragedii
Służby odkryły w mieszkaniu napastnika w Ostrowcu Świętokrzyskim ciała jego rodziców oraz siostry z ranami postrzałowymi. W samym Krakowie O. zranił między innymi dwóch funkcjonariuszy policji.
Sam sprawca został postrzelony podczas wymiany ognia z policjantami. Obecnie przebywa w stanie krytycznym w szpitalu. Służby czekają, aż jego stan pozwoli na przeprowadzenie czynności z jego udziałem. W sprawie ruszyło już oficjalne śledztwo.