
Niepodległość i wspomnienie św. Marcina. Tak Kościół obchodzi 11 listopada
11 listopada 2026 roku przypada w środę. Polska będzie wówczas obchodzić 108. rocznicę odzyskania niepodległości, a Kościół katolicki wspomni św. Marcina z Tours.
W tym roku 11 listopada 2026 roku przypada w środę. Polska będzie wówczas obchodzić 108. rocznicę odzyskania niepodległości, a Kościół katolicki wspomni św. Marcina z Tours.
Kościelna data nawiązuje do pogrzebu świętego, który odbył się 11 listopada 397 roku. Natomiast święto państwowe upamiętnia wydarzenia z 1918 roku, zwłaszcza przekazanie Józefowi Piłsudskiemu naczelnego dowództwa nad polskim wojskiem.
W kościelnym kalendarzu 11 listopada nie jest świętem nakazanym, więc wierni nie mają obowiązku udziału we mszy. Centralna Eucharystia za Ojczyznę w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie rozpocznie się o godz. 9.00.
Zaplanowano także mszę o godz. 12.00, a o symbolicznej godz. 19.18 wierni będą mogli zapalić w domach miniatury Świecy Niepodległości. W programie znalazł się również koncert kontratenora Jakuba Józefa Orlińskiego i pianisty Michała Biela.
Dla części wspólnot 11 listopada ma jeszcze trzeci wymiar. Parafie pod wezwaniem św. Marcina obchodzą odpust, czyli uroczystość swojego patrona. Tak będzie między innymi w parafiach św. Marcina w Poznaniu oraz w Lesznej Górnej w diecezji bielsko-żywieckiej.
Msze za Ojczyznę 11 listopada nie powstały dopiero po przywróceniu Narodowego Święta Niepodległości w 1989 roku. Ich historia sięga pierwszej rocznicy odrodzenia państwa. Już 9 listopada 1919 roku na Polu Mokotowskim w Warszawie odprawiono mszę polową, po której pochód wyruszył w stronę Belwederu.
Uroczystość przesunięto na niedzielę, aby mogli uczestniczyć w niej robotnicy. W pochodzie maszerowali katoliccy duchowni, unici, protestanci i rabini, a więc przedstawiciele kilku wspólnot religijnych.
W kolejnych latach nabożeństwa weszły do programu obchodów razem z defiladami, akademiami i wręczaniem orderów Virtuti Militari. Sam 11 listopada długo nie miał jednak rangi święta państwowego. Od 1926 roku był dniem wolnym dla urzędników, natomiast ustawę o Święcie Niepodległości uchwalono dopiero 23 kwietnia 1937 roku.
Przed wybuchem wojny oficjalne obchody odbyły się zaledwie dwa razy, w latach 1937 i 1938. Dlaczego wybrano właśnie tę datę? Odzyskanie niepodległości trwało tygodniami i nie da się zamknąć go w jednej dobie.
11 listopada 1918 roku Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu naczelne dowództwo nad polskim wojskiem, a w Compiègne podpisano rozejm kończący walki I wojny światowej na froncie zachodnim. Data połączyła więc narodziny polskiej władzy wojskowej z rozpadem europejskiego porządku, który przez lata utrwalał rozbiory.
Msza za Ojczyznę ma charakter dziękczynny i błagalny. Wierni dziękują za odzyskaną wolność, modlą się za poległych, pokój, rządzących i pomyślność kraju. Za zgodą biskupa diecezjalnego kapłan może tego dnia sięgnąć po specjalny formularz Msza za Ojczyznę lub miasto.
Najbardziej niezwykłym elementem centralnych uroczystości jest 180-centymetrowa Świeca Niepodległości z pszczelego wosku. Wbrew często powtarzanej wersji nie była ona pierwotnie podarunkiem papieża dla Warszawy. Polacy wręczyli ją Piusowi IX podczas kanonizacji Jozafata Kuncewicza w Rzymie w 1867 roku, a papież polecił przechować świecę do chwili, gdy będzie mogła trafić do wolnej stolicy.
Do Warszawy przyjechała pociągiem dyplomatycznym 10 stycznia 1920 roku. Dzień później, po urocystej procesji i Te Deum, zapalił ją marszałek Sejmu Wojciech Trąmpczyński. Świeca ocalała z wojennego zniszczenia archikatedry św. Jana, ponieważ wcześniej przeniesiono ją do warszawskiego seminarium.
Od 2018 roku płonie podczas centralnej mszy 11 listopada w Świątyni Opatrzności Bożej, a ogień dociera tam z Grobu Nieznanego Żołnierza.
Kim był św. Marcin z Tours?
Święty Marcin z Tours urodził się w rzymskiej Panonii, na terenie dzisiejszych Węgier, prawdopodobnie w 316 roku, choć część historyków wskazuje również rok 336. Był synem oficera, a imię Martinus nawiązywało do Marsa, rzymskiego boga wojny.
Jako nastolatek trafił do armii i służył w Galii. Właśnie tam, u bram Amiens, miał przeciąć mieczem wojskową opończę i okryć jej połową zziębniętego ubogiego.
Według Sulpicjusza Sewera nocą zobaczył Chrystusa ubranego w podarowany fragment materiału. To ważne zastrzeżenie: opowieść znamy z hagiografii napisanej jeszcze za życia Marcina przez autora, który spotkał go osobiście, lecz wiele informacji czerpał także od ludzi z jego otoczenia.
Po odejściu z wojska został uczniem św. Hilarego z Poitiers, a około 361 roku założył wspólnotę w Ligugé, uznawaną za pierwszy klasztor w Galii i jeden z najstarszych ośrodków monastycznych zachodniej Europy.
W 371 roku wybrano go na biskupa Tours. Nadal żył skromnie, organizował wspólnoty zakonne i docierał z działalnością misyjną na prowincję, daleko poza duże miasta. W epoce, gdy świętość kojarzono przede wszystkim z męczeńską śmiercią, jego kult wyrósł z reputacji zdobytej za życia.
Biografia autorstwa Sulpicjusza Sewera stała się później wzorem dla średniowiecznych żywotów świętych. Marcin zmarł 8 listopada 397 roku w Candes, dokąd udał się, by pogodzić skłóconych duchownych. Jego ciało przewieziono Loarą do Tours i pochowano trzy dni później.
Kościelne wspomnienie odnosi się więc do dnia pogrzebu, a nie śmierci świętego Marcina.
Tradycje i zwyczaje
Dzień św. Marcina szczególnie mocno wrósł w tradycję Poznania. Święty jest patronem miasta, a jego imię noszą zabytkowy kościół oraz jedna z głównych ulic.
Nieodłącznym elementem uroczystości są rogale świętomarcińskie, choć ich poznańska historia zaczęła się znacznie wcześniej niż popularna opowieść o cukierniku Józefie Melzerze. Najstarsza znana reklama tego wypieku ukazała się w „Dzienniku Poznańskim” już w 1860 roku.
W 1891 roku Józef Melzer miał odpowiedzieć na apel proboszcza Jana Lewickiego, który zachęcał poznaniaków do wsparcia najuboższych. Zamożni mieszkańcy płacili za rogale, a potrzebujący otrzymywali je bezpłatnie. Lokalny przysmak stał się w ten sposób kulinarnym nawiązaniem do gestu św. Marcina, który podzielił się płaszczem ze zmarzniętym człowiekiem.
Od 2008 roku nazwa „rogal świętomarciński” korzysta z unijnego Chronionego Oznaczenia Geograficznego. Oryginalny wypiek powstaje na określonym obszarze, według zatwierdzonej receptury obejmującej półfrancuskie ciasto, biały mak i bakalie. Regulacje określają nawet jego rozmiar.
Początkowo rogal miał ważyć od 200 do 250 gramów, jednak w 2013 roku dolną granicę obniżono do 150 gramów. Zmianę wprowadzono w odpowiedzi na oczekiwania klientów, którzy coraz częściej szukali mniejszych porcji.
Równie długa historia kryje się za świętomarcińską gęsiną. Legenda głosi, że gęsi zdradziły gęganiem kryjówkę Marcina, gdy próbował uniknąć wyboru na biskupa Tours.
Dawny zwyczaj miał jednak także gospodarcze uzasadnienie. W listopadzie zamykano sezon prac polowych, rozliczano służbę i przygotowywano zapasy na zimę, a wypasane przez wiele miesięcy ptaki były wówczas najdorodniejsze. Pieczona gęś trafiała więc na stół podczas ostatniej wystawnej uczty przed okresem postu poprzedzającego Boże Narodzenie.