
Francuzi przejmą niebo nad Rzeszowem. Prawica jeszcze nie ochłonęła po Niemcach
Od 1 stycznia 2027 roku francuskie wojska i systemy rakietowe przejmą bezpośrednią obronę przeciwlotniczą lotniska Rzeszów-Jasionka oraz przyległego obszaru Podkarpacia.
Od 1 stycznia 2027 roku francuskie wojska i systemy rakietowe przejmą bezpośrednią obronę przeciwlotniczą lotniska Rzeszów-Jasionka oraz przyległego obszaru Podkarpacia. Będzie to pierwszy przypadek w historii, gdy francuscy żołnierze i francuski sprzęt przeciwlotniczy staną na straży najważniejszego hubu logistycznego w tej części globu.
Podkarpacie od wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 roku funkcjonuje pod parasolem sojuszniczym. Żadne państwo frontowe nie utrzymuje w jednym punkcie wszystkich własnych baterii przeciwlotniczych, bo oznaczałoby to obnażenie innych rejonów kraju. W NATO obowiązuje zasada rotacji i podziału ciężarów.
W czerwcu wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz informował, że Holandia przedłużyła obecność swoich żołnierzy i baterii Patriot w Jasionce do końca grudnia 2026 roku. Pod koniec września zasygnalizował, że po wyjeździe Holendrów ochronę przejmie kolejny kluczowy sojusznik, nie zdradzając wówczas jego tożsamości. Dziś już wiadomo: od 1 stycznia do Jasionki wchodzą Francuzi z własnymi systemami obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej (najprawdopodobniej zaawansowanym systemem SAMP/T Mamba, stanowiącym europejski odpowiednik amerykańskiego Patriota). Wsparcie nie kończy się zresztą na Francji – Szwedzi wyślą do Polski Patrioty i 100 żołnierzy na misję pod Rzeszowem.
Jak poinformował oficjalnie ambasador Francji w Warszawie Etienne de Poncins, od 1 stycznia 2027 roku to siły zbrojne Francji przejmą odpowiedzialność za obronę powietrzną lotniska Rzeszów-Jasionka oraz przyległego obszaru Podkarpacia.
80 procent pomocy i cel numer jeden dla GRU
Przez lotnisko w Jasionce przechodzi ponad 80 procent wszystkich dostaw sprzętu, amunicji, dronów i pomocy medycznej, jakie wolny świat wysyła broniącej się Ukrainie. Każdego tygodnia lądują tam dziesiątki ciężkich transportowców z USA, Wielkiej Brytanii, Kanady czy Korei Południowej. To miejsce jest logistycznym kręgosłupem ukraińskiego oporu i zarazem głównym celem operacyjnym dla rosyjskich służb specjalnych (GRU), planujących sabotaże, cyberataki czy prowokacje dronowe.
Gdyby nie Francuzi, Amerykanie czy Holendrzy, Wojsko Polskie musiałoby ściągać nieliczne posiadane wyrzutnie z innych newralgicznych regionów kraju. Gdy we wrześniu 2025 roku pojawiły się rosyjskie drony na terenie Polski, zamknięto cztery lotniska – w tym właśnie Jasionkę.
Sojusznicy biorą na siebie koszty, sprzęt i ludzi, gwarantując, że rosyjska rakieta manewrująca czy dron nie zamienią podrzeszowskiego pasa w dymiące kratery.
Histeria z XIX wieku w realiach XXI wieku
Polska prawica ma z tym jednak potężny problem poznawczy. Gdy w ostatnich tygodniach przez terytorium RP przejeżdżały pododdziały niemieckiej 45. Brygady Litewskiej, która ma na stałe stacjonować pod Wilnem, prawicowe portale i politycy dostawali spazmów – podobnie jak wtedy, gdy niemieccy żołnierze w Warszawie pojawili się przy okazji jubileuszowej wystawy.
W sieci kolportowano narracje o „ponownym wkraczaniu Niemców”, ignorując elementarny fakt, że Bundeswehra jechała ryglować przesmyk suwalski – a więc bezpośrednie zaplecze obronne samej Rzeczypospolitej. Teraz ten sam chór będzie musiał zmierzyć się z francuskimi mundurami na ulicach Rzeszowa i francuskimi radarami omiatającymi niebo nad Podkarpaciem.