Sukces demokratów w USA budzi nadzieje w Teheranie i obawy Izraela
Donald Trump zapowiedział, że po objęciu władzy ponownie uderzy na Iran, mimo że w USA władzę przejęli demokraci. Trwają jednocześnie nieudane negocjacje w sprawie odblokowania cieśniny Ormuz.
Donald Trump przyznał, że przyczyną porażki jego partii w wyborach była wojna z Iranem. Wiceprezydent J.D. Vance sugerował, że wojnę należy zakończyć, a także zmienić charakter stosunków z państwem żydowskim.
Mimo objęcia władzy przez demokratów w Kongresie, polityka zagraniczna pozostaje w gestii prezydenta Trumpa. Był on wielokrotnie zapowiadał, że po wyborach spodziewać się należy kolejnego uderzenia na Iran.
Byłby to wymarzony prezent dla Beniamina Netanjahu, który co najmniej przez kilka następnych tygodni pozostanie premierem Izraela. W wypadku nowej wojny miałby okazję wpłynąć na bieg formowania rządu nawet po utracie większości w parlamencie w wyniku niedawnych wyborów.
Trumpowi z kolei nowe bombardowania Iranu zapewniłyby niewiele, ale jak powiedział, niczego nie wyklucza.
Nie sposób sobie wyobrazić, że Trump postanowi nagle zakończyć wojnę, pozostawiając w konfrontacji z Iranem takie państwa jak Arabia Saudyjska, Katar, Oman, a także Izrael.
Zwraca uwagę, że oznaczałoby to przyznanie się do klęski w liczących już cztery dekady zmaganiach z Iranem, którego reżim podejmuje akcje militarne na Bliskim Wschodzie za pośrednictwem finansowanych przez siebie organizacji w postaci libańskiego Hezbollahu, jemeńskich Huti czy proirańskich bojówek w Iraku.
Tymczasem amerykańscy demokraci zapowiadają, że doprowadzą do zakończenia wojny. Lider demokratów w Senacie Chuck Schumer oraz jego odpowiednik w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries domagają się od Trumpa, aby zakończył wojnę, zanim w styczniu zbierze się nowy Kongres.
Wszyscy są zgodni, że zakończyć wojnę może jedynie porozumienie irańsko–amerykańskie. Na razie trwają negocjacje w sprawie odblokowania cieśniny Ormuz.
Ostatnia propozycja Iranu sprowadza się do zakończenia blokady irańskich portów przez amerykańską marynarkę, odmrożenie pierwszej transzy ok. 4 mld dol. irańskich aktywów oraz wytyczenia trasy żeglugowej przed cieśninę Ormuz zgodnie z propozycją Teheranu.
Brak jakichkolwiek odniesień do irańskiego programu atomowego oraz rozbudowy potencjału udoskonalonych rakiet dalekiego zasięgu. A bez tego porozumienia być nie może.
Z drugiej strony, jak pisze amerykański portal Axios, powrót do wojny byłby wysoce niepopularny w USA i pogłębiłby kryzys energetyczny na świecie, a do tego prawdopodobnie nie przyniósłby żadnych korzyści militarnych.
W samym Iranie wynik wyborów, jak i ich ocenę przez J.D. Vance’a, przyjęto z ogromną satysfakcją. „Amerykanie ukarali Trumpa za wojnę z Iranem” – głosił „Tehran Times”.
Jego zdaniem wydarzenia w USA nie wyznaczają końca wrogości Waszyngtonu wobec Iranu, a jakiekolwiek ustępstwa wobec Stanów Zjednoczonych nie zmienią dążenia Amerykanów do „bezwarunkowej kapitulacji narodu irańskiego”.
Jest to zapowiedź trwałego kursu wykluczającego rozwiązanie kompromisowe. Nie można nawet wykluczyć, że Teheran skłonny będzie do określonych prowokacji, licząc na przyspieszenie rozwoju wydarzeń, gdyż czas działa gospodarczo bardzo niekorzystnie dla reżimu.
Niepokój w Izraelu po wyborach w USA
O ile w Teheranie wynik amerykańskich wyborów stwarza pewne nadzieje, to w Jerozolimie wywołuje spory niepokój. Obawy budzi fakt, że w Kongresie znalazła się cała gromada polityków niechętnie nastawionych do Izraela.
Chodzi zwłaszcza o senatora-elekta z Michigan, Abdula El-Sayeda, pierwszego muzułmanina w Senacie, nazywanego przez Trumpa „dżihadystą”. W relacjach izraelskich mediów El-Sayed urasta do rangi wroga numer 1.
Domaga się on embarga na dostawy broni dla Izraela, użytej – jak mówi – do ludobójstwa i utrzymywania systemu apartheidu. El-Sayed wsparł natychmiast decyzję Trumpa o wstrzymaniu 3,8 mld dol. rocznej pomocy dla Izraela.
Zasłynął także z wypowiedzi podważających prawo Izraela do istnienia jako państwa żydowskiego. „Times of Israel” wyraża obawy, że El-Sayed może stać się rzecznikiem niechętnych Izraelowi kręgów w Partii Demokratycznej, zdobywając tym samym znaczącą pozycję w polityce zagranicznej USA.
„Nie wszyscy demokraci podzielają poglądy El-Sayeda. Jest tam wielu polityków, którzy są zdania, że nie sama wojna z Iranem jest złem, lecz fakt, że nie udało jej się szybko wygrać w sposób zapowiadany przez Trumpa i Netanjahu”.
Nasz rozmówca, imigrant z USA, zwraca uwagę, że prawdziwa niechęć demokratów skierowana jest nie przeciwko Izraelowi, lecz Netanjahu. Tym bardziej że nadal pragnie on kontynuacji wojny z Iranem.
Zdaniem Kleina w obecnej sytuacji politycznej Izrael będzie gotów do kolejnego ataku na Iran, jeżeli reżim w Teheranie nie zaprzestanie prac nad bronią jądrową oraz rakietową.
Twierdzi również, że wstrzymanie pomocy USA dla Izraela nie będzie wielkim problemem pod warunkiem, że nie nastąpi natychmiast. W końcu budżet obronny Izraela sięga co najmniej ok. 50 mld dol. rocznie.
Równocześnie rzecznik Netanjahu nie zaprzecza, że sprawa wstrzymania pomocy została obopólnie uzgodniona w ramach programu przejścia od „pomocy do partnerstwa”.
Sam Netanjahu ma obecnie inny problem. Po wyborach nie ma już praktycznych szans na utrzymanie się przy władzy, co pozwalało mu dotąd opóźniać proces sądowy w sprawach korupcyjnych, gdzie występuje w roli oskarżonego.
Prezydent Icchak Herzog nie podjął jeszcze decyzji, komu powierzy misję utworzenia rządu w sytuacji, gdy żadna z wyborczych koalicji nie ma przewagi w 120-osobowym Knesecie.
Lider zwycięskiego obozu Gadi Eisenkot może wprawdzie liczyć na wsparcie aż 67 deputowanych, ale razem z głosami ugrupowań reprezentujących palestyńskich obywateli Izraela.
Tymczasem włączenie partii palestyńskich do przyszłej koalicji rządowej budzi opór niektórych partii żydowskich wspierających Eisenkota. Negocjacje trwają i trwać będą po zapowiadanej na niedzielę decyzji prezydenta.
Na razie rządzi Netanjahu i gdyby zdecydował się na atak na Iran, miałby poparcie większości żydowskich obywateli. Zdaniem izraelskich mediów przygotowywał taką operację przed niedawnymi wyborami, ale została odwołana, gdy dowiedział się o niej Waszyngton.