Amerykańska polityka klimatyczna po wyborach. Ambitne plany i widmo weta Trumpa
Demokraci w Kongresie Stanów Zjednoczonych przygotowują się do walki o przywrócenie funduszy na programy klimatyczne, mimo że prezydent Donald Trump grozi użyciem prawa weta.
Prezydent ponownie wycofał Stany Zjednoczone z porozumienia paryskiego i uchylił kluczowe ustalenia dotyczące zagrożeń dla środowiska, wprowadzając udogodnienia dla branży paliw kopalnych.
W kampanii wyborczej kwestie klimatyczne nie były głównym tematem, ale wysokie ceny energii stanowiły jedną z największych bolączek wyborców. Według badania organizacji Pew Research Center aż 74 proc. Amerykanów jest bardzo zaniepokojonych cenami benzyny i energii, co stanowi znaczący wzrost w porównaniu do stycznia, gdy tak uważało 43 proc. badanych.
Kandydaci słuchają głosu wyborców
Partia Demokratyczna zareagowała na te głosy. W gronie senatorów-elektów znalazł się m.in. Roy Cooper, który uzyskał mandat w Karolinie Północnej, po latach promowania czystej energii i przekonywania do konieczności budowania odporności w czasach zmian klimatu.
Josh Turek, pierwszy od 18 lat zwycięski kandydat Demokratów w stanie Iowa, w kampanii wprost wskazywał na związek między ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi a wzrostem kosztów ubezpieczeń. Senator-elekt ze stanu Michigan, Abdul El-Sayed, mówił w swojej kampanii o konieczności pociągnięcia do odpowiedzialności zanieczyszczających środowisko i proponował całkowitą dekarbonizację energetyki.
W Teksasie, gdzie wydobywa się ponad 40 proc. krajowej ropy i gazu, James Talarico proponuje strategię „wszystkie źródła”, w ramach której chronione byłyby miejsca pracy w sektorze paliw kopalnych, przy jednoczesnym rozwoju OZE.
Zmiany w podejściu do klimatu i energetyki pojawią się również w amerykańskiej Izbie Reprezentantów. Kongresmenka Kathy Castor z Florydy to zwolenniczka czystej energii i sprawiedliwości klimatycznej, Will Lawrence jest współzałożycielem organizacji klimatycznej Sunrise Movement, zaangażowanym w działania przeciwko budowie centrów danych, a Rebecca Bennett z New Jersey w swojej kampanii otwarcie mówiła o „rozwiązywaniu kryzysu klimatycznego”.
Kongres przygotowuje się do walki
Eksperci szacują, że zmiana układu sił w Senacie i Izbie Reprezentantów może doprowadzić do przywrócenia części funduszy na programy związane z energią i odpornością na zmiany klimatu, które Republikanie próbowali ograniczać w ostatnich dwóch latach.
Demokratyczni senatorowie i członkowie Kongresu mają też inne narzędzia – mogą np. sądownie wezwać urzędników administracji do składania zeznań przed Kongresem, a także postawić w stan oskarżenia przedstawicieli administracji Trumpa za zmniejszanie funduszy, które uznają za bezprawne.
Chellie Pingree, czołowa przedstawicielka Demokratów we wpływowej komisji budżetowej Izby Reprezentantów, szykuje się do wezwania urzędników administracji Trumpa, w tym szefa Agencji Ochrony Środowiska (EPA) Lee Zeldina oraz zwiększenia wydatków na cele klimatyczne.
W Pensylwanii Demokraci z izby stanowej zapowiedzieli prace nad ustawami, które ułatwią rozwój lokalnych instalacji fotowoltaicznych, systemów solarnych przy obiektach magazynowych oraz magazynów energii, uniemożliwiając jednocześnie władzom lokalnym wprowadzanie zakazów dotyczących odnawialnych źródeł energii.
Z kolei w Georgii Demokracom udało się zdobyć urząd gubernatora oraz przejąć kontrolę nad komisją ds. usług publicznych, regulującą działalność przedsiębiorstw energetycznych.
Weto Trumpa blokuje szybkie zmiany
Problem w tym, że prezydent Donald Trump może w wielu kwestiach skorzystać z przysługującego mu prawa weta, co zablokuje działania kongresmenów. Trudno więc oczekiwać, aby amerykańska polityka klimatyczna zmieniła swój kurs z dnia na dzień.
Ambicje w tym zakresie będą jednak rosły, czego jednym z sygnałów może być fakt, że na nadchodzącym szczycie klimatycznym COP31 pojawi się delegacja kongresowa Stanów Zjednoczonych, choć kraj ten oficjalnie nie bierze udziału w negocjacjach.
Delegacji przewodzi bezpartyjny think tank Sustainable Energy and Environment Coalition (SEEC) Institute, a jej członkowie chcą „zbadać możliwości ponownego zaangażowania USA w politykę klimatyczną, energetyczną i gospodarczą”.
W Antalyi, gdzie odbędzie się szczyt COP31, pojawią się również przedstawiciele władz stanowych i lokalnych, zrzeszeni w koalicji „America is All In”.