
Trump przyjął mocny cios, a Polska może dostać rykoszetem. Stawką są już nie tylko cła - wnp.pl
Demokraci przejęli kontrolę nad Kongresem w wyborach połowych 3 listopada 2026 r., co zakończyło większość Republikanów u boku prezydenta Donalda Trumpa. Mimo tej zmiany, administracja prezydencka nadal dysponuje narzędziami do nakładania cł bez konieczności uzyskiwania zgody Kongresu.
Demokraci przejęli kontrolę nad Kongresem w wyborach połowych 3 listopada 2026 r., co zakończyło większość Republikanów u boku prezydenta Donalda Trumpa. Mimo tej zmiany, administracja prezydencka nadal dysponuje narzędziami do nakładania cł bez konieczności uzyskiwania zgody Kongresu.
Zmiana układu sił w Waszyngtonie oznacza, że Demokraci mogą kontrolować administrację, wszczynać dochodzenia i utrudniać działania Białego Domu. Nie mają jednak wystarczającej liczby głosów, by łatwo odwrócić decyzje prezydenta, zwłaszcza w sprawie polityki celnej.
Wiceprezydent J.D. Vance wskazał wprost, że Republikanów pogrążyła wojna z Iranem. „Powodem naszej porażki jest wojna” – napisał na swoim koncie X, dodając, że wyborcy oczekiwali przede wszystkim zakończenia konfliktu, walki z drożyzną i większego skupienia się na problemach Amerykanów.
Donald Trump przyznał, że wojna i wzrost cen ropy mogły przyczynić się do porażki jego partii. Jednocześnie zapewnił, że ponownie podjąłby decyzję o rozpoczęciu działań zbrojnych. Skutki tego połączenia wojny, drogiej energii i rosnących kosztów życia mogą wykraczać daleko poza amerykańską politykę wewnętrzną.
Zmiana układu sił w Waszyngtonie może odbić się na europejskich fabrykach, polskich dostawcach części, producentach nawozów i firmach, które nigdy nie sprzedały za ocean ani jednego produktu. Stawką są już nie tylko taryfy celne, lecz także gaz, metale strategiczne, dostawy ropy i bezpieczeństwo Europy.
Trump stracił Kongres, ale nie cła
Pierwsza reakcja rynków mogła dawać nadzieję na uspokojenie sytuacji. Dzień po wyborach Dow Jones zyskał około 1500 pkt, a ropa Brent potaniała o blisko 9 proc. Inwestorzy zaczęli zakładać, że nowy układ sił w Waszyngtonie zwiększy presję na zakończenie konfliktu z Iranem i przywrócenie normalnego ruchu przez cieśninę Ormuz.
Zmiana polityczna nie oznacza jednak automatycznego odwrotu od protekcjonizmu. Prezydent nadal dysponuje narzędziami pozwalającymi nakładać cła bez każdorazowej zgody Kongresu. Prawnie zwycięstwo Demokratów zmienia w polityce celnej niewiele, bo Sąd Najwyższy USA zakwestionował wykorzystywanie ustawy o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych (IEEPA) jako samodzielnej podstawy do nakładania ceł.
Biały Dom znalazł jednak obejście tego wyroku. Wykorzystuje m.in. sekcje 232 i 301 amerykańskich ustaw handlowych, które pozwalają wprowadzać taryfy z określonych powodów związanych z bezpieczeństwem narodowym i praktykami handlowymi partnerów. Na żadne z tych ceł prezydent nie potrzebuje nowej ustawy, musi tylko przejść procedurę przewidzianą w starej ustawie.
Robert Nogacki, prawnik i założyciel Kancelarii Skarbiec, nie wyklucza nawet podnoszenia stawek, rozszerzania list produktów objętych taryfami i wykorzystywania ceł jako narzędzia negocjacyjnego, m.in. wobec UE. „Nie spodziewam się wygaszania wojny celnej. Spodziewam się jej utrwalenia w prawnie opancerzonej formie, z epizodami eskalacji tam, gdzie Biały Dom chce coś wynegocjować” – mówi.
Demokraci nie są partią wolnego handlu. Spór z Białym Domem będzie o metodę, nie o cel, ocenia Robert Nogacki. Cła staną się przy tym walutą w grze o budżet: wyłączenia dla branż i stanów w zamian za finansowanie rządu. Dla europejskiego eksportera to więcej wyjątków i mniej reguły – przewiduje prawnik.
Cła, których nie widać w polskim eksporcie
Dla polskich firm problem zaczyna się tam, gdzie kończą się statystyki bezpośredniego eksportu. Stany Zjednoczone są ósmym rynkiem zbytu dla polskich towarów. W 2024 r. trafiły tam produkty o wartości 12,6 mld dolarów, co odpowiadało 3,3 proc. polskiego eksportu.
Bezpośrednia sprzedaż do USA nie pokazuje jednak całej skali zależności. Polskie przedsiębiorstwa są częścią międzynarodowych łańcuchów dostaw. Producent komponentów w Polsce może nie mieć żadnego kontaktu z amerykańskim odbiorcą, a mimo to odczuć skutki ceł Trumpa. Wystarczy, że dostarcza części niemieckiej fabryce, która wysyła gotowy produkt za ocean.
Amerykański popyt pochłania około 23 mld dolarów polskiej wartości dodanej rocznie. Większość tej wartości trafia do USA pośrednio, przede wszystkim przez niemieckie łańcuchy dostaw. Spadek zamówień w Niemczech może więc uderzyć w polskiego poddostawcę, który sam nie eksportuje do Ameryki.
Najbardziej narażone są części samochodowe, wyroby metalowe, konstrukcje stalowe i aluminiowe, meble oraz żywność przetworzona. W przypadku części produktów stalowych i aluminiowych taryfa może być naliczana od pełnej wartości towaru, a nie tylko od wartości zawartego w nim metalu. Dla producenta gotowego wyrobu to zasadnicza różnica.
Chiński towar szuka odbicia w Europie
Jest też druga strona amerykańskiego protekcjonizmu. Towary, które nie mogą znaleźć odbiorców w USA, szukają nowych rynków. Jednym z nich jest Europa. „Większe zagrożenie nadchodzi jednak ze wschodu. Amerykańskie cła zamykają chińskiej nadprodukcji jedne drzwi, a ona szuka innych; te prowadzą do Europy” – wskazuje Robert Nogacki.
Między styczniem a kwietniem 2026 r. chiński eksport do USA spadł o 10 proc., a do Unii wzrósł o 19 proc. Zmianę widać już na rynku sprzętu gospodarstwa domowego. Od stycznia do lipca chińskie dostawy AGD do Unii wzrosły o 12,1 proc., podczas gdy dostawy z Polski zmalały o 0,8 proc.
Chiny mają już ponad 38 proc. tego rynku, Polska – 13,2 proc. Konkurencja dotyczy również mebli, wyrobów metalowych, komponentów baterii, chemii i tworzyw. W efekcie amerykańska polityka celna może pogarszać pozycję polskich producentów na rynku europejskim, nawet jeśli ich własna sprzedaż do Stanów Zjednoczonych jest niewielka.
Unia zaczęła reagować wprowadzając nowe kontyngenty na stal z cłem 50 proc. poza limitem. Dla polskiego producenta oznacza to, że więcej rozstrzygnie się w Brukseli, w postępowaniach ochronnych i antydumpingowych, niż w Waszyngtonie.
Najdroższy problem może przyjść z Chin
Wojna handlowa wpływa nie tylko na konkurencję między producentami gotowych wyrobów. Może również zmieniać przepływy surowców. Jeśli stal, aluminium czy miedź nie trafiają do USA, ich nadwyżki mogą zostać skierowane na inne rynki, w tym europejski. Większa podaż oznacza presję na ceny i trudniejszą sytuację lokalnych zakładów.
„Wojna handlowa działa na surowce nierówno. Najbardziej podatne są metale objęte bezpośrednio cłami sektorowymi, czyli stal, aluminium i miedź” – mówi Jarosław Szczepański. „Cło na granicy USA dzieli rynek na dwie strefy cenowe, a nadwyżki, które nie trafiły do Ameryki, płyną do Europy i obniżają ceny u nas, uderzając w europejskich producentów” – dodaje.
Jeszcze poważniejsze ryzyko wiąże się z surowcami, których nie da się łatwo zastąpić. Chodzi o metale potrzebne do produkcji elektroniki, urządzeń energetycznych, baterii i uzbrojenia. W tym obszarze silną pozycję ma Pekin.