
Tusk czeka na sms od Nawrockiego. W PiS odradzają spotkanie. "Jego pieski wykonują brudną robotę" - Interia Wydarzenia
Premier Donald Tusk czeka na wiadomość sms od prezydenta Karola Nawrockiego, by móc się z nim spotkać „w cztery oczy”. W PiS odradzają takiemu spotkaniu, nazywając je pułapką.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości spodziewają się „wszystkiego najgorszego” od potencjalnego spotkania premiera Donalda Tuska z prezydentem Karolem Nawrockim. W ich ocenie to może być pułapka, a Tusk jedynie chce ocieplić swój nadszarpnięty wizerunek.
Spotkanie „w cztery oczy” zostało zapowiedziane przez premiera po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Tusk tłumaczył, że obaj mają wolę, by wygasić dzisiejsze spory. Termin ma być „jeszcze w tym tygodniu”, ale prezydent był w czwartek na Słowacji, a premier przyznawał, że czeka na sms od głowy państwa.
Ostrzeżenia z PiS
Posłowie PiS stanowczo odradzają prezydentowi spotkanie z premierem. Poseł Arkadiusz Mularczyk przekonuje, że strategia Tuska jest prosta: „Najpierw użył pały, a teraz chce być gołąbkiem pokoju. To gra, teatrzyk”.
Tanie chwyty
Poseł Piotr Kaleta obawia się, że Tusk może później przedstawiać ustalenia inaczej niż rzeczywistość. „To DNA polityczne lewactwa” - ocenia. Dodaje, że ryzykowna nie sama rozmowa, ale późniejsze wykorzystanie jej w mediach przez Tuska.
Historia sprzed 20 lat
Politycy PiS przypominają historię sprzed blisko 20 lat, kiedy po wyborach prezydenckich w 2005 roku Donald Tusk (który przegrał z Lechem Kaczyńskim) spotkał się z prezydentem. Mularczyk i Kaleta źle wspominają to, co się wtedy wydarzyło.
„Z Lechem Kaczyńskim też odbyło się takie spotkanie. A przemysł pogardy ruszył” - ostrzega Mularczyk. Kaleta dodaje, że Tusk wielokrotnie spotykał się z Kaczyńskim, a potem dokładnie odwrotnie przedstawiał ustalenia.
Jego pieski wykonują brudną robotę
Warunki spotkania
Mularczyk nie wyklucza całkowicie spotkania, ale stawia warunek: powinno się odbyć, jeśli Tusk „wycofa uzurpatorów z TK”. Politycy PiS nie mają wątpliwości, że takie spotkanie może przynieść prezydentowi więcej szkody niż pożytku.