
"Po spotkaniach z Tuskiem sprawdzam plecy". Hołownia gorzko o cenie wejścia do rządu
Szymon Hołownia ogłosił, że nie poprowadzi partii do wyborów w 2027 roku i nie wystartuje w nich, kończąc tym samym siedmioletni etap w polityce.
Wicemarszałek Sejmu jednoznacznie deklaruje rezygnację z przewodzenia partii i startu w nadchodzących wyborach. Jak tłumaczy, jego misja w obecnym formacie dobiegła końca.
– Zostawiam rower, ale nie drogę i nie cel. Ja po prostu dochodzę do wniosku, że jeżeli na tym rowerze nie jestem w stanie jechać po tej nawierzchni, to potrzebny jest mi inny rower – argumentuje Szymon Hołownia.
Cena koalicji
Zdaniem lidera Polski 2050, formacja zapłaciła drastycznym spadkiem poparcia za udział w koalicji z Donaldem Tuskiem, którego określił jako „bezwzględnego polityka”.
Za każdym spotkaniem z Donaldem Tuskiem oglądam precyzyjnie wszystkie swoje kończyny i plecy
Rola w zaprzysiężeniu
Hołownia odnosi się także do prezydentury Karola Nawrockiego, z którym utrzymuje robocze relacje. Przekonuje, że zaprzysięgając go w 2025 r., zapobiegł ulicznym zamieszkom i rozlewowi krwi w kraju.
– Przypisano mi rolę stróża dwóch zakrętów. Powstrzymałem potencjalny rozlew krwi i zamieszki w 2025 r. – przekonuje polityk.
Nowa ścieżka
Wicemarszałek wyklucza powrót do show-biznesu, rozważając misję dyplomatyczną (m.in. w Watykanie) lub powrót do sektora humanitarnego. Podkreśla, że partia potrzebuje nowego przywództwa.
– Ja już nie pociągnę tego jako lider, za dużo razy przegrałem wybory. Dokonuję samo oderwania od koryta – dodaje.