
Mit antykomunisty Orbána się chwieje. Wraca sprawa trzech tajnych raportów
Miklós Németh, ostatni komunistyczny premier Węgier, zdeponował u adwokata i przekazał do Historycznego Archiwum Węgierskich Służb Bezpieczeństwa notatkę o trzech tajnych raportach z marca 1990 roku, które rzekomo noszą podpis Viktora Orbána.
Dokumenty, które uderzają w mit wielkiego antykomunisty Viktora Orbána, trafiły do rąk historyków. Miklós Németh, który stał na czele węgierskiego rządu w przełomowych latach 1988–1990, zdeponował u adwokata, a następnie przekazał do Historycznego Archiwum Węgierskich Służb Bezpieczeństwa (ÁBTL) notatkę o wydarzeniach z marca 1990 roku.
Wszystko dzieje się kilka miesięcy po tym, jak Węgrzy pokazali Orbánowi, gdzie są drzwi. Z relacji Németha wynika, że tuż przed pierwszymi wolnymi wyborami parlamentarnymi doszło do dyskretnego spotkania. Ówczesny minister obrony Ferenc Kárpáti oraz szef wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, generał dywizji János Kovács, położyli na biurku premiera teczkę.
W środku znajdowały się trzy oryginalne, odręcznie napisane raporty, rzekomo opatrzone podpisem Viktora Orbána. Miały one powstać na przełomie lat 80., gdy przyszły lider Fideszu odbywał zasadniczą służbę wojskową w Zalaegerszeg.
Donosy dotyczyły poglądów politycznych i orientacji seksualnej
Donosy nie dotyczyły jednak spraw czysto wojskowych. W dokumentach miały znaleźć się szczegółowe charakterystyki innych rekrutów, a konkretnie ich zachowanie i nastroje w koszarach, stosunek do ówczesnego systemu i przekonania polityczne, praktyki religijne, a nawet orientacja seksualna i życie osobiste.
Mimo wagi oskarżeń, sam Németh zachowuje dystans. Jak zaznaczył w zdeponowanej notatce, choć charakter pisma i podpis przypominały mu styl Orbána, nie miał możliwości weryfikacji autentyczności dokumentów. Trzy karty oddał ministrowi Kárpátiemu, nie sporządzając kserokopii.
Gdzie podziały się oryginały? Tego nie wie niestety nikt. Krótko przed swoją śmiercią w 2013 roku były minister obrony miał przyznać, że dokumenty trafiły do Gézy Stefána – wieloletniego szefa węgierskich wojskowych służb specjalnych. Po nagłej śmierci generała Stefána w 2009 roku zawartość jego prywatnego, pancernego sejfu w tajemniczych okolicznościach wyparowała. Do dziś nie wiadomo, w czyje ręce trafiły teczki.
Rządowe media określają doniesienia jako bezczelny fake news
Budapeszt od lat budował wizerunek Viktora Orbána jako niezłomnego antykomunisty, który w 1989 roku na placu Bohaterów w stolicy Węgier otwarcie zażądał wycofania wojsk radzieckich. To przemówienie stało się fundamentem opowieści o tym, jakim politykiem był kiedyś premier Węgier – przypominano je nawet w 2015 roku, gdy Orbán został Człowiekiem Roku na Forum Ekonomicznym w Krynicy.
Wszelkie rewelacje łączące go z generałem Stefánem i rzekomymi raportami obciążającymi to bezczelny fake news
Węgierscy historycy i dziennikarze śledczy przypominają, że nazwisko Orbána pojawiało się już wcześniej w zachowanych rejestrach kontrwywiadu wojskowego. Figurował tam na tzw. karcie „A” (jako „kontakt społeczny/operacyjny”), co w żargonie służb bloku wschodniego oznaczało status osoby w polu zainteresowania lub rozmówcy, a nie zwerbowanego i świadomego agenta czy tajnego współpracownika.