Warszawa ostrzega Europę: Nie negocjujcie z Moskwą ponad naszymi głowami
Minister Radosław Sikorski zaapelował do Europy Zachodniej, by nie prowadziła rozmów z Rosją ponad głowami państw Europy Wschodniej.
– Ostatnią rzeczą, jakiej chcemy, jest sytuacja, w której Europa Zachodnia porozumiewa się z Rosją ponad głowami mieszkańców Europy Wschodniej – powiedział szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski podczas spotkania z dziennikarzami w Warszawie.
Minister podkreślił, że w rozmowach o przyszłości europejskiego bezpieczeństwa nie można pomijać Europy Środkowo-Wschodniej ani Skandynawii. - Jesteśmy około 120 milionami ludzi. Finlandia graniczy z Rosją, Norwegia graniczy z Rosją, państwa bałtyckie graniczą z Rosją, a Polska graniczy z Rosją i Ukrainią - mówił Sikorski.
Ostrzeżenia przed Putinem
Sikorski przypomniał, że państwa Europy Wschodniej od lat ostrzegały zachodnich sojuszników przed zagrożeniem ze strony Moskwy. Ich apele nie spotykały się z odpowiednim zrozumieniem nawet po nielegalnej aneksji Krymu w 2014 roku.
Do ostrożności wezwał również premier Donald Tusk. Podkreślił, że europejscy przywódcy powinni być „bardzo ostrożni” wobec „prawdziwych intencji” Władimira Putina i „realistycznie” oceniać proces dyplomatyczny prowadzony przez Stany Zjednoczone.
Zimą Putin może mieć mniej powodów, by zawierać porozumienie
Wspólna reprezentacja Europy
Ostrzeżenia Warszawy pojawiają się przed wznowieniem w przyszłym tygodniu trójstronnych rozmów Ukrainy, Rosji i USA na szczeblu technicznym w Abu Zabi. Francja, Niemcy i Wielka Brytania wraz z Komisją Europejską i NATO deklarują gotowość do udziału w szerszych negocjacjach.
Niepokój o sposób prowadzenia europejskiej dyplomacji wyraziła premier Włoch Giorgia Meloni. W liście do przewodniczącego Rady Europejskiej Antónia Costa skrytykowała brak koordynacji między różnymi formatami rozmów i zażądała wyznaczenia wspólnego przedstawiciela Europy.
Sikorski przyznał, że podziela stanowisko włoskiej premier. Podkreślił, że Europa musi mieć w negocjacjach prawomocną reprezentację, ponieważ ponosi koszty wojny, a jej wynik bezpośrednio wpłynie na bezpieczeństwo kontynentu.