
Gaśnie nadzieja Jagiellonii w Lidze Europy. Koszmar w końcówce - SportoweFakty
Jagiellonia Białystok przegrała 0:1 z Levski Sofia w czwartiej kolejce Ligi Europy, tracąc szansę na drugie zwycięstwo w rozgrywkach.
W czwartym meczu Ligi Europy piłkarze z Białegostoku zagrali bez skutku o drugie zwycięstwo. Mecz w Sofii zakończył się bramką Stevena Stojanczowa w 83. minucie, która ostatecznie przesądziła o podziale punktów między drużynami.
Przed startem spotkania doszło do skandalicznych scen, gdy kibice obu drużyn rzucili się na siebie. W pierwszej połowie piłkarze obu zespołów zbliżali się w tempie jednostajnym do przerwy, a wynik po 45 minutach brzmiał zero do zera.
W przerwie Adrian Siemieńcz wprowadził do gry Aleksandra Ćirkovića, a w drugiej połowie białostoczanie ruszyli do przodu równie dziarsko jak w pierwszej części meczu. Niespecjalnie jednak zmieniało to obraz spotkania, a coraz mocniej zanosiło się na bezbramkowy remis.
Lewski, nieco rozdrażniony początkowymi kłopotami, przeszedł odważniej do ataku pozycyjnego. Miał serię rzutów rożnych, ale nie zamienił jej w nic konkretnego, aż w końcówce podstawowego czasu przekuł jeden z nich w gola.
Triumfował trener, ponieważ przymierzył wprowadzony z ławki rezerwowych Steven Stojanczow. Zrobiło się nerwowo, pozostało mało czasu i Jagiellonia niczym nie odpowiedziała na finałowy cios rywala.
Próby reakcji
W przerwie od razu zmiany w obu jedenastkach, bo nie było szczególnie czego chwalić. W Jagiellonii dwie w różnych formacjach, a Ousmane Sow i Yuki Kobayashi zastąpili Jeremy'ego Agbonifo oraz Dusana Stojinovicia.
Białostoczanie ruszyli do przodu równie dziarsko jak w pierwszej połowie i w 49. minucie była zmarnowana sytuacja podbramkowa Nika Preleca. Trzecim zmiennikiem Adriana Siemieńca był Aleksandar Ćirković, wchodząc za Kajetana Szmyta w 69. minucie.
W kółko ktoś zbiegał i wbiegał na boisku, ale czy zmieniało to obraz meczu? Niespecjalnie. Coraz mocniej zanosiło się na bezbramkowy remis i podział punktów.