Korea Północna szkoli armię hakerów. "Są tajną bronią Kim Dzong Una"
Północnokoreańscy hakerzy odpowiadają za ostatni cyberatak na giełdę kryptowalut Binance, w wyniku którego mogła zostać skradziona kwota sięgająca 5,5 mld dol.
Korea Północna stworzyła armię światowej klasy hakerów, którzy działają na zlecenie państwa. System szkolenia działa od ponad dekady, a jego celem jest wyłonienie i wyszkolenie najbardziej utalentowanych uczniów w dziedzinie inżynierii komputerowej.
Szkolenie od gimnazjum
Każdego roku z koreańskich gimnazjów wyłanianych jest 200 najzdolniejszych uczniów, którzy następnie przechodzą specjalistyczne szkolenia informatyczne. Część z nich w przyszłości staje się utalentowanymi hakerami, co jest niezwykle opłacalną inwestycją dla państwa.
Tajna broń reżimu
Hakerzy są jedną z tajnych broni Kim Dzong Una - mówi Kim Heung-Kwang, północnokoreański uciekinier, który wcześniej szkolił hakerów na zlecenie państwa. Podkreśla, że żaden inny kraj nie szkoli hakerów w ten sposób, wyszukując dzieci, by później wyszkolić je na agentów.
To, czy same chcą być hakerami, nie ma żadnego znaczenia
Przywileje za pracę
Wyszkoleni hakerzy pracują w bardzo wyczerpującym trybie, ale za swoje wysiłki są wynagradzani licznymi przywilejami. Na liście benefitów znajdują się m.in. przestronne mieszkania w stolicy kraju czy wysokie gratyfikacje w twardej walucie.
Atak na Binance
Na Koreę Północną spadły zarzuty dotyczące cyberataku na giełdę kryptowalut Binance, do którego doszło pod koniec października. Przestępcy wykradli kwotę, która może sięgać nawet 5,5 mld dol. FBI i sama giełda stwierdziły, że atak przeprowadziła Korea Płn., wskazując na grupę znaną jako 'TraderTraitor'.
Korea Północna stanowczo odrzuca te oskarżenia, określając je mianem sfabrykowanych prowokacji politycznych. Jest to jednak już pewnego rodzaju schemat przyjęty przez Pjongjang — od władze tego kraju odrzucają podobne zarzuty.