"Chciał wejść w tłum". Media odsłaniają kulisy akcji prezydenta w TK - WP Wiadomości
Nocne wejście Karola Nawrockiego do Trybunału Konstytucyjnego wywołało kryzys w służbach bezpieczeństwa, ponieważ prezydent zignorował oficjalną rekomendację Służby Ochrony Państwa i zamiast bezpiecznego wjazdu od strony KPRM zdecydował się wejść wprost w manifestujący tłum.
Decyzja o pojawieniu się w Trybunale zapadła błyskawicznie. Karol Nawrocki podjął ją w powietrzu, nakazując zawrócenie rządowego samolotu lecącego z oficjalną wizytą do Senegalu. Od tego momentu jego współpracownicy wiedzieli, że prezydent zmierza bezpośrednio do siedziby TK, pod którą trwała gorąca demonstracja.
Według ustaleń dziennikarza TVN24+ Patryka Michalskiego, SOP nie próbowała odwodzić prezydenta od samego przyjazdu – uznano, że byłoby to odebrane jako niedopuszczalny afront. Spór dotyczył jednak sposobu dotarcia do budynku. Ze względów bezpieczeństwa formacja rekomendowała wjazd od strony KPRM, co pozwoliłoby uniknąć bezpośredniego kontaktu z napierającym tłumem. Prezydent kategorycznie odmówił.
– Prezydent chciał wejść w tłum. Zlekceważył rekomendację SOP. Nie wyraził zgody, żeby podjechać od tamtej strony, chciał wejść w tłum ludzi. Jeszcze w drodze oczekiwał, że kolumna podjedzie od strony głównego wejścia. Pewnie chciał mieć obrazki do rolki – ujawnił informator TVN24+.
Ja wchodzę pierwszy, wy idziecie za mną.
Skutkiem tej decyzji były budzące kontrowersje sceny w drzwiach gmachu. Nagrania opublikowane przez sędziego TK Macieja Berka ukazały prezydenta przepychającego się z sędzią Anną Korwin-Piotrowską. Sama sędzia relacjonowała później w TVN24, że Nawrocki podniesionym głosem obwieścił: „idzie prezydent”, oczekując, że obecni rozstąpią się przed nim.
Gdy doszło do fizycznego naporu, w korytarzu padły oskarżenia o brak statusu sędziowskiego, a otoczenie głowy państwa domagało się wydania kluczy do gabinetu wiceprezesa TK Bartłomieja Sochańskiego.
Takie zachowanie osoby ochranianej budzi ogromny niepokój ekspertów od bezpieczeństwa. Były szef Biura Ochrony Rządu gen. Marian Janicki w rozmowie z TVN24+ potwierdził, że rekomendacja wjazdu od strony KPRM była w pełni uzasadniona, a nocne wydarzenia są obecnie w SOP szczegółowo wyjaśniane.
Zwraca uwagę, że kluczowe jest ustalenie, kto wydawał polecenia, dlaczego zignorowano bezpieczniejszą trasę oraz czy SOP skoordynowała działania z obecną na miejscu policją. Ekspert podkreślił zaufanie do obecnego kierownictwa SOP – pełniącego obowiązki szefa płk. Tomasza Jackowicza oraz jego zastępcy płk. Macieja Lewińskiego.
Wydarzenia przy Alei Szucha wpisują się w szerszy konflikt polityczny wokół kontroli nad aparatem ochrony. Zbigniew Bogucki ujawnił, że Nawrocki zabiegał u rządu o powołanie odrębnej „gwardii prezydenckiej”, podległej wyłącznie urzędującej głowie państwa, a nie Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Rządowe źródła stanowczo odrzucają ten pomysł, przypominając, że SOP ma charakter apolityczny i profesjonalnie chroni najważniejszych dygnitarzy bez względu na ich barwy partyjne. Podobnego zdania jest gen. Janicki, który koncepcję prezydenckiej gwardii nazywa „zbędną i wywołującą chaos”.
Napięcie potęguje fakt, że pod koniec września Karol Nawrocki oficjalnie zablokował powołanie płk. Tomasza Jackowicza na stanowisko komendanta SOP. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz tłumaczył wówczas, że kandydatura nie uzyskała wymaganego ustawowo uzgodnienia, a głowa państwa oczekuje osoby dającej „rękojmię profesjonalnego i stabilnego kierowania formacją”.