Ukraina w rozpaczy. Bomby trafiły w schron z 80 osobami. "Terror, który ma ich złamać"
Rosyjskie bomby trafiły w szkołę pełniącą funkcję schronu dla cywilów w obwodzie zaporoskim, gdzie mogło zginąć 70-80 osób.
Rosyjskie bomby trafiły w szkołę pełniącą funkcję schronu dla cywilów w obwodzie zaporoskim, gdzie mogło zginąć 70-80 osób. To jest terror, który ma złamać Ukraińców - ocenia Tomasz Sikora z Fundacji Sikorskiego na Ukrainie. 2 listopada, gdy w budynku szkoły przebywały osoby odbierające pomoc humanitarną, na obiekt spadła bomba.
Następnie na miejsce przybyli ratownicy, by udzielić pomocy poszkodowanym. Ludzi sprowadzono wówczas do schronu w podziemiach szkoły. Wtedy Rosjanie przeprowadzili kolejny atak. Dziewięć bomb kierowanych, każda zawierająca co najmniej 1360 kg materiałów wybuchowych, zamieniło okolicę w gruzowisko.
Bomby przebiły się do schronu – wynika z nagrania kamery, którą nosił na sobie jeden z zabitych policjantów. Do 4 listopada potwierdzono śmierć 40 osób, 27 zidentyfikowanych osób uważa się za zaginione. Od trzech dni trwa przeszukiwanie zniszczonego budynku.
Co tydzień mieszkańcy, którzy pozostali w Komyszuwasze, otrzymywali tam pomoc humanitarną. To kolejny dowód na to, że Rosja nie chce żadnej deeskalacji, żadnej prawdziwej sprawiedliwości
Strategia rosyjskiego terroru
Zdaniem Tomasza Sikory ostatnie wydarzenia wpisują się w szerszą strategię rosyjskiego terroru wymierzonego w ludność cywilną. Rosja chce w krótkim czasie wywołać jak największy strach, osłabić morale i ducha Ukraińców.
Ataki mają również zastraszać wolontariuszy i organizacje humanitarne, zarówno w Ukrainie, jak i w Polsce. Sikora uważa, że Rosja próbuje wykorzystać ostatnią okazję do nasilenia działań zbrojnych, zanim definitywnie zmieni się układ sił politycznych w Stanach Zjednoczonych.
Po ostatnich wyborach parlamentarnych w USA pozycja Donalda Trumpa może ulec osłabieniu, co - zdaniem komentatorów - może wpłynąć na dalszy przebieg wojny. Rosja wyraźnie chce nasilić ataki, aby wykorzystać ostatnią sprzyjającą jej okazję.
Paraliż energetyczny Kijowa
Kijów doświadcza dziś tego, co od dawna było rzeczywistością miast na wschodzie Ukrainy: chaotycznego ostrzału, śmierci cywilów i przerw w dostawach prądu. 3 listopada ukraiński operator energetyczny Ukrenergo poinformował o jednym z najpoważniejszych uderzeń w system energetyczny od początku wojny.
Rosjanie przeprowadzili ponad 20 ukierunkowanych ataków na obiekty energetyczne, używając setek dronów i dziesiątek droższych rakiet. Ostatnie uderzenia były wymierzone zarówno w moce wytwórcze energii, jak i stacje elektroenergetyczne, przede wszystkim w Kijowie i jego okolicach.
Wszystkie kluczowe podstacje w obwodzie kijowskim zostały bardzo poważnie uszkodzone. Problemy z zasilaniem dotykają również transportu publicznego. Rezerwowe źródła energii nie wystarczają do zapewnienia pełnego funkcjonowania metra. Stolicy grożą nie tylko przerwy w dostawach prądu i ciepła, ale również wody.
Szef Związku Konsumentów Usług Komunalnych Ołeh Popenko ostrzegł, że jeśli sytuacja w ukraińskiej energetyce nie ulegnie poprawie, a temperatura spadnie do minus 5 stopni Celsjusza, dostawy prądu do odbiorców mogą zostać ograniczone nawet do jednej godziny na dobę.
Skala rosyjskich uderzeń
Według Jurija Ihnata, rzecznika ukraińskich Sił Powietrznych, w październiku Rosja użyła przeciwko Ukrainie ponad 4 tys. dronów odrzutowych, 4740 konwencjonalnych bezzałogowych statków powietrznych, około 360 dronów typu Banderol/Dan-T, a także około 150 pocisków balistycznych oraz 80 pocisków manewrujących i lotniczych.
Ukraińska obrona powietrzna zniszczyła znaczną część pocisków manewrujących i dronów. Nadal jednak poważnym problemem pozostaje niedobór pocisków przechwytujących PAC-3 do systemów Patriot, niezbędnych do skutecznego zwalczania pocisków balistycznych.