
Tusk zmienił zdanie ws. NBP. Arłukowicz tłumaczy decyzję: to są szachy - Money.pl
Premier Donald Tusk złożył kontrasygnatę pod propozycjami nowych członków zarządu Narodowego Banku Polskiego. Decyzja ta zaskoczyła wielu obserwatorów, mimo że spodziewano się, że premier prawdopodobnie zgodzi się na uzupełnienie składu zarządu.
Ruch szefa rządu tłumaczył eurodeputowany Bartosz Arłukowicz w programie „Tłit” Wirtualnej Polski. – To są szachy – czasem trzeba zrobić krok w tył, czasem dwa do przodu, czasem się trzeba przesunąć w bok. Narodowy Bank Polski musi działać, nie może przejść w stan zawieszenia – wyliczał Arłukowicz.
Wskazał na trudną sytuację ekonomiczną nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych następuje powolny upadek Donalda Trumpa, jest wojna na Ukrainie, konflikt na Bliskim Wschodzie.
Polityka jest polityką, ale podstawowe funkcje państwa muszą działać. To są szachy – czasem trzeba zrobić krok w tył, czasem dwa do przodu, czasem się trzeba przesunąć w bok. Grywam w szachy, to jest gra strategiczna, pozycyjna, wymaga współpracy i to się dzieje. To, co ja myślę o Glapińskim, a co o stabilności NBP, to są dwie różne sprawy – dodał Arłukowicz.
W ostrych słowach wyraził się o szefie banku centralnego. – Gdyby mnie pan zapytał, czy Glapiński gwarantuje stabilność NBP, to mówię: nie, bo to jest pajac, jakiś kabotyn, który rządzi polskim bankiem centralnym, ale przyjdzie i czas na niego – stwierdził eurodeputowany.
Głosowanie nad postawieniem Glapińskiego przed Trybunałem Stanu
W drugiej połowie listopada Sejm ma głosować nad wnioskiem o postawienie Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Komisja przez ponad dwa lata analizowała działania prezesa NBP.
Najważniejszy zarzut dotyczy skupu obligacji skarbowych w latach 2020–2021, który miał w praktyce oznaczać pośrednie finansowanie deficytu państwa.
Ekonomista Ignacy Morawski z SpotData ocenił, że ten argument jest trudny do jednoznacznego obronienia. „Sądzę, że jest to zarzut dęty. Z ekonomicznego punktu widzenia nie da się łatwo oddzielić skupu obligacji na rynku wtórnym, który jest finansowaniem budżetu, od tego, który takim finansowaniem nie jest. Każda interwencja zmierzająca do podniesienia cen obligacji ułatwia życie rządowi” – stwierdza.