"Koniec ery Trumpa". Amerykańska prasa analizuje upadek prezydenta
Polityczna era Donalda Trumpa dobiegła końca po klęsce Republikanów w wyborach do Kongresu, co amerykańska prasa ocenia jako jeden z najbardziej wyraźnych sygnałów sprzeciwu wobec urzędującego prezydenta w nowożytnej historii USA.
Dziennik „Wall Street Journal” wskazuje, że decyzja Trumpa o wojnie z Iranem doprowadziła do wzrostu cen paliw o 40 proc., co zraziło nawet najwierniejszych wyborców. Prezydent faworyzował lojalnych wobec siebie kandydatów, doprowadzając do rezygnacji tych z realnymi szansami. W efekcie Republikanie ponieśli klęskę w kluczowych stanach.
Gdy wojsko borykało się z brakiem amunicji, Trump ignorował krajowe problemy, skupiając się na autorskich projektach budowy łuku triumfalnego i sali balowej w Białym Domu. Gazeta ocenia, że utrata kontroli nad parlamentem to jeden z najbardziej wyraźnych sygnałów sprzeciwu wobec urzędującego prezydenta w nowożytnej historii USA.
Wojna z Iranem
Według „WSJ”, polityczna era Donalda Trumpa dobiegła końca w momencie rozpoczęcia wojny z Iranem. Decyzja ta pociągnęła za sobą fatalne skutki dla portfeli obywateli – ceny paliw wzrosły aż o 40 proc. Z ustaleń prasy wynika, że odepchnęło to od Trumpa nawet wielu jego najwierniejszych zwolenników.
Presja na obniżenie cen paliw przed wyborami była tak ogromna, że prezydent zdecydował się na kontrowersyjne porozumienie z Władimirem Putinem w sprawie dostaw rosyjskiego oleju napędowego. Co więcej, „WSJ” ujawnia, że Trump był zszokowany informacjami o tym, iż na tle wojny z Iranem amerykańskie siły zbrojne zaczęły borykać się z niedoborami amunicji.
jest mnóstwo czasu, by znaleźć rozwiązanie
Budowa sali balowej
Sam Donald Trump, zamiast gasić polityczne pożary, uciekał w swoje ulubione projekty budowlane. „WSJ” informuje, że prezydenta pochłaniały plany wzniesienia potężnego łuku triumfalnego oraz... budowy nowej sali balowej w Białym Domu. Mimo toczącej się na Bliskim Wschodzie wojny i trudnej kampanii, organizował on długie, cotygodniowe spotkania poświęcone wyłącznie tym projektom.
Doradcy przyznali, że „nie było sensu go namawiać, by przestał o tym mówić”. Tymczasem otoczenie prezydenta wciąż stara się umniejszać jego winę za klęskę partii, podkreślając, że Trump był niezwykle zaangażowany, biorąc udział w 30 wiecach wyborczych.
Polityka imigracyjna
Ważnym czynnikiem porażki była również kwestia imigracji. Z jednej strony zaostrzone działania doprowadziły do spadku liczby nielegalnych przekroczeń granicy (najniższy poziom od dekad). Z drugiej strony bezwzględna polityka wywołała potężne konflikty w amerykańskich miastach, w wyniku których od strzałów zginęło dwóch Amerykanów.
Sam Donald Trump przez cały rok zmieniał zdanie w tej sprawie. Momentami chciał radykalnego zaostrzania kursu, aż do momentu, gdy w sprawę wmieszała się jego żona. Po tym, gdy Melania Trump poskarżyła się na deportacje osób, które znała osobiście, prezydent błyskawicznie złagodził ton.
Efekt wyborczy był dla republikanów miażdżący – w hrabstwach, gdzie Latynosi stanowią co najmniej 80 proc. populacji, demokraci wygrali z druzgocącą przewagą 40 punktów procentowych. Trump zaczął tłumaczyć współpracownikom, że Stephen Miller – główny architekt twardej polityki imigracyjnej rządu – „posunął się za daleko”.