
Tajna gra o NBP. Tusk złożył podpis, ale wcześniej Glapiński chciał podmienić kandydatkę - Do Rzeczy
Donald Tusk podpisał nominacje do zarządu Narodowego Banku Polskiego, kończąc kilkumiesięczny impas wokół obsady tej instytucji.
We wtorek Donald Tusk poinformował, że złożył kontrasygnatę pod nominacjami do zarządu NBP. Dotyczą one Marty Kightley, Przemysława Litwiniuka, Ludwika Koteckiego i Marcina Zarzeckiego. Są to osoby, których premier nie zaakceptował wiosną.
Widmo paraliżu NBP
Decyzja była podyktowana kończącą się 4 listopada kadencją wiceprezesa Adama Lipińskiego. Ustawa wymaga, by w zarządzie banku centralnego zasiadało od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów. Uzupełnienie składu wymaga współpracy trzech osób: Glapińskiego, Tuska i prezydenta Nawrockiego.
– Groził nam taki klincz, brak zarządu, brak możliwości prowadzenia prac NBP i dlatego zdecydowałem się na ten krok – wyjaśnił Tusk.
Zmiana kandydatki?
Jak ustalił money.pl, Glapiński próbował zastąpić Martę Kightley swoją bliską współpracowniczą Kamilą Sukiennik. Kightley była pierwszą wiceprezesem NBP, a Sukiennik kieruje Departamentem Generalnym banku. Pomysł miał wywołać poważne zastrzeżenia.
Na pewno to byłoby proszenie się o potężną awanturę
Sposób na nieufność
Aby uniknąć wybiórczego podejścia, do Kancelarii Premiera przesłano jeden dokument z czterema kandydaturami, zamiast czterech oddzielnych wniosków. – Jeśli są wszystkie nazwiska na jednym piśmie, to nie można ich traktować wybiórczo – tłumaczył rozmówca z KPRM.
Nieufność występowała po obu stronach. Otoczenie prezydenta obawiało się, że Tusk zaakceptuje jedynie wybranych kandydatów, a rząd nie miał pewności co do decyzji prezydenta.