Dywersja przy granicy z Rosją? Wojsko: To tylko ćwiczenia. „Rz” ustala, co się dzieje
Polska policja skierowała około 200 funkcjonariuszy na granicę z obwodem królewieckim w związku z ostrzeżeniami przed możliwą dywersją. Wojsko tłumaczy swoją obecność cyklicznymi ćwiczeniami.
Ostrzeżenia o możliwych aktach dywersji i sabotażu przy granicy z obwodem królewieckim pochodzić mają od Służby Wywiadu Wojskowego oraz partnerów zagranicznych. W odpowiedzi w Komendzie Głównej Policji powstał sztab operacji specjalnej na Warmii i Mazurach oraz na Podlasiu, przy współpracy wojska, straży granicznej i służb specjalnych. Premier Donald Tusk poinformował o pojawieniu się „osobników z latarkami” po drugiej stronie granicy, ale zaznaczył, że nie ma pewności, kim byli.
Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, na granicę pojechało 180 policjantów z oddziałów prewencji z Wrocławia oraz Szczecina, oraz niewielka grupa kontrterrorystów, w sumie około 200 funkcjonariuszy. Policja odmawia podawania szczegółów, aby nie zostały one wykorzystane przez dywersantów.
Krytyka przygotowania policji
Eksperci kwestionują jednak przygotowanie policji do walki z dywersantami. Tomasz Safjański, profesor Akademii WSB, ocenia, że powierzenie policji roli głównego wykonawcy działań przeciwdywersyjnych to błąd strategiczny.
Według ekspertów, skuteczna neutralizacja grup dywersyjnych wymaga wielokrotnej przewagi sił, jak „10 do 1”, oraz zdolności do osaczenia i prowadzenia rozpoznania. Taką przewagę mogą zapewnić Wojska Lądowe, WOT i Wojska Specjalne, nie policjanci prewencji.
Wojsko tłumaczy ćwiczeniami
Wojsko obecne w rejonie granicy tłumaczy swoją obecność prowadzonymi tam „ćwiczeniami”. Jak poinformował ppłk Mariusz Łapeta, trwają szkolenia Jednostek Wojsk Specjalnych we współdziałaniu z innymi jednostkami Wojska Polskiego oraz Policji.
W pobliżu granicy operują żołnierze różnych jednostek wojsk specjalnych: GROM, NIL oraz AGAT. W ćwiczeniach uczestniczą też zespoły uderzeniowe ABW. Żołnierze mogą poruszać się cywilnymi pojazdami, w mundurach polowych i cywilnych, a wojsko prosi, aby ich nie fotografować.
Rosyjska strategia
Były oficer Służby Wywiadu Wojskowego ppłk Maciej Korowaj stawia tezę, że Rosja nie chce realnego incydentu, ale wykorzystuje strategię „rozpoznania przez wywołanie reakcji”. Jego zdaniem, brak ruchu po rosyjskiej stronie granicy wskazuje, że Moskwa nie przygotowuje się do działań transgranicznych.
Nie znalazłem w rosyjskich źródłach z tego tygodnia żadnego sygnału o przemieszczeniach wojsk, zamknięciu stref przygranicznych ani nowych ograniczeniach dla ludności, które wskazywałyby na przygotowanie działań transgranicznych.
Korowaj ocenia, że Rosja chce wywołać reakcję, po której nic nie nastąpi, co podważy zaufanie do służb i stanie się przedmiotem sporu partyjnego. „Rozpoznanie przez wywołanie reakcji jest najtańszym rozpoznaniem, jakie zna każda szanująca swoją pracę służba wywiadowcza” - tłumaczy.