
Tusk ograł Nawrockiego. Sięgnął po długopis i wykonał gest dobrej woli
Donald Tusk złożył kontrasygnatę pod wnioskiem prezydenta Karola Nawrockiego o powołanie czterech członków zarządu NBP, tuż przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
To była najpilniej strzeżona operacja ostatnich godzin. Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupiała się na awanturze wokół sędziów, minister finansów Andrzej Domański dopinał porozumienie ratujące polską walutę. Premier wykonał niespodziewany ruch na dwie i pół godziny przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Podczas posiedzenia rządu Donald Tusk poinformował, że złożył kontrasygnatę pod wnioskiem prezydenta o powołanie Marty Kightley, Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego do zarządu Narodowego Banku Polskiego.
Spór o obsadę banku centralnego
Konflikt o obsadę zarządu NBP trwał od lutego. Zgodnie z Konstytucją członkowie zarządu są powoływani przez prezydenta na wniosek prezesa banku, ale wymagają kontrasygnaty premiera. Tusk przez osiem miesięcy odmawiał podpisu, traktując blokadę jako element presji na Adama Glapińskiego.
W październiku Nawrocki ponowił wniosek, ale zderzył się ze ścianą. Wcześniej minister finansów Andrzej Domański odbył nieoficjalną wizytę w NBP, gdzie dogadano warunki rozejmu.
Widmo paraliżu złotego
Decyzja premiera zapobiegła dekapitacji konstytucyjnego organu. W środę 4 listopada kończy się kadencja Adama Lipińskiego, co zmniejszyłoby skład zarządo do pięciu osób poniżej ustawowego minimum.
Niepełny skład postawiłby pod znakiem zapytania legalność wykonania uchwał Rady Polityki Pieniężnej, która w środę ogłosi kluczową decyzję w sprawie stóp procentowych. Zarząd odpowiada za interwencje walutowe, a jego paraliż mógłby wywołać panikę na rynku.
Widmo wojny instytucjonalnej przełożyłoby się na obniżenie ratingu Polski i wzrost kosztów obsługi długu publicznego, zwłaszcza że międzynarodowe agencje dokonały przeglądu wiarygodności kredytowej.