Policja przed Trybunałem to obraz państwa, które przegrywa. Wojnę o TK da się zakończyć jednym podpisem - Zero.pl
Uzbrojona policja przed Trybunałem Konstytucyjnym 30 października to obraz państwa, które przegrywa wizerunkowo i traci zaufanie obywateli.
To, co działo się 30 października wokół Trybunału Konstytucyjnego, było sprawdzianem dla stosunku do prawa wielu z nas. I był to sprawdzian, moim zdaniem, oblany, bo uzbrojona policja w hełmach przed sądem konstytucyjnym to nie jest obraz państwa, które odzyskuje zaufanie obywateli. Tak raczej wygląda państwo, w którym politycy zapomnieli, jak się rozstrzyga spory za pomocą reguł, i dlatego rozstrzygają je siłą, bo myślą, że tak jest skuteczniej.
Kto zaczął
Kryzys wokół TK nie zaczyna się od ostatnich wydarzeń. Trybunał zniszczyło Prawo i Sprawiedliwość, bo ta historia nie zaczęła się w ostatni piątek, tylko 11 lat temu. Wtedy podporządkowanie sądu konstytucyjnego stało się sposobem na pozbycie się hamulców władzy. Politycy PiS oburzają się dziś, że ktoś upartyjnia instytucję, którą sami upartyjnili. To hipokryzja w stanie czystym.
Bogdan Święczkowski nie powinien kierować Trybunałem i co do tego nie ma wątpliwości. Jest nie do pomyślenia, żeby osoba z tak poważnymi zarzutami za działalność na szkodę praw i wolności obywatelskich wciąż kryła się za immunitetem sędziowskim, kierując najważniejszym sądem w Polsce.
Procedura ponad przekonaniem
W politycznej gorączce zlewają się dwie sprawy, które trzeba zdecydowanie oddzielić. Jedna to dopuszczenie do orzekania sędziów wybranych zgodnie z prawem. Druga to odsunięcie prezesa i wiceprezesa od czynności. W pierwszej sprawie można mieć rację, a w drugiej nie mieć podstawy prawnej.
Nie przekonuje podstawa prawna, na którą powołano się przy zarządzeniu przerwy w czynnościach kierownictwa TK. Przepis odsyłający do regulacji o innych sędziach to nie tunel, którym można przemycić dowolną kompetencję. Ustawa o statusie sędziów TK każe w sprawach nieuregulowanych sięgać do innych przepisów.
Prezydent i jego rola
Osobny rozdział w tej sprawie pisze Karol Nawrocki. Przyjmowanie ślubowania nie jest narzędziem, przy pomocy którego prezydent wybiera sobie sędziów, którym pozwala orzekać w TK. Konstytucja nie dała mu prawa do organizowania dodatkowego konkursu, w którym przepuszcza tylko tych, którzy mu politycznie pasują.
Odmowa przyjęcia ślubowania przez prezydenta to blokowanie państwa i tak trzeba o tym mówić. Jego nocna wizyta w Trybunale i te bulwersujące przepychanki oraz przesuwanie sędziów TK utwierdzają wrażenie, że autorytet urzędu zastępuje się pokazem siły.
Proste rozwiązanie
Istnieje bardzo proste rozwiązanie kryzysu wokół TK. Niech prezydent, który we wrześniu pisał w oficjalnym liście do TK, że nie chce Trybunału jednej partii, przyjmie ślubowanie (albo uzna złożone) od ośmiu sędziów TK wybranych w tej kadencji Sejmu.
Wtedy w TK będzie siedmiu sędziów wybranych za czasów PiS i ośmiu za czasów PO, a więc TK będzie zbalansowany. Niech następnie prezes TK wyznacza składy ściśle zgodnie z przepisami, a nie ręcznie. Wtedy i składy będą zbalansowane. A o tym, kto będzie wybierał sędziów w następnej kadencji, zdecyduje Naród w 2027 r.
Dlaczego to proste i pokojowe rozwiązanie ze strony głowy państwa, któremu zapewne zależy na sprawnym działaniu TK, nie jest możliwe? Bo w tej sprawie nikomu nie zależy już na tym, aby problem rozwiązać. Politykom bardziej przydatny jest Trybunał płonący emocjami niż normalnie funkcjonujący.