
Po nowym sondażu Tusk ma powód do nerwów. Różnica 17 p.p. to mocny sygnał
Najnowszy sondaż Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu” wskazuje, że tylko 30 proc. Polaków wierzy, że rząd Donalda Tuska utrzyma władzę po wyborach w 2027 roku.
Najnowszy sondaż Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu” wskazuje, że tylko 30 proc. Polaków wierzy, że rząd Donalda Tuska utrzyma władzę po wyborach w 2027 roku.
Niemal połowa społeczeństwa – 47 proc. – uważa, że obecny układ rządzący nie obroni większości w wyborach parlamentarnych w 2027 roku. W wariant sukcesu i utrzymanie władzy wierzy zaledwie 30 proc. ankietowanych, a blisko co czwarty badany (23 proc.) nie ma zdania na ten temat.
Różnica 17 punktów procentowych na korzyść pesymistów to sygnał, że wizerunek ekipy rządzącej jako spójnego, sprawczego bloku reformatorskiego pęka na oczach obywateli.
Skąd bierze się tak głęboki sceptycyzm Polaków? Jak wskazuje na łamach „Super Expressu” ekspert ds. marketingu politycznego dr Sergiusz Trzeciak, powody tak słabych ocen układają się w logiczny ciąg zdarzeń.
NFZ, weta Nawrockiego i kłótnie w koalicji
Zapaść finansowa w Narodowym Funduszu Zdrowia, odwoływane zabiegi i rosnące kolejki do specjalistów dotykają Polaków bezpośrednio, bez względu na sympatie partyjne. Dla centrowego, umiarkowanego wyborcy brak natychmiastowej poprawy w szpitalach to twardy dowód na to, że obietnice „naprawy państwa” ugrzęzły w urzędniczych procedurach.
Jednocześnie Karol Nawrocki metodycznie realizuje strategię twardego weta wobec projektów ustaw płynących z Sejmu. W efekcie koalicja sprawia wrażenie instytucjonalnie zablokowanej – może chcieć zmian, ale nie ma większości 3/5, by przełamać prezydencką blokadę.
Do tego dochodzą jeszcze tarcia między Polską 2050, PSL-em, Koalicją Obywatelską i Lewicą. Ciągłe publiczne kłótnie o składkę zdrowotną, zaciąganie długów czy kwestie obyczajowe sprawiają, że w oczach obywateli rząd częściej debatuje ze sobą niż realnie zarządza krajem.
Konfederacja punktuje, PiS broni starych bastionów
Równolegle do topniejącego poparcia dla obozu Donalda Tuska rośnie dynamika po drugiej stronie barykady. Szczególną pozycję buduje Konfederacja (oraz jej rozmaite skrzydła i odłamy gospodarczo-wolnościowe), która punktuje fiskalną opresję, rosnące obciążenia dla drobnych przedsiębiorców i unijne dyrektywy klimatyczne.
W momencie, gdy PiS skupia się na obronie starych bastionów w sądownictwie, młodszy, antysystemowy elektorat przesuwa się w stronę radykalnej krytyki całego obecnego establishmentu. Liczby mówią same za siebie: ten sondaż przyprawi PiS o zawrót głowy.
Największe niebezpieczeństwo dla Donalda Tuska nie płynie jednak z twardego, betonowego elektoratu opozycji. Prawdziwym zagrożeniem jest odpływ elektoratu centrowego – tych setek tysięcy pragmatycznych Polaków, którzy w 2023 roku zagłosowali za „normalnością”, a po trzech latach rządów czują się zmęczeni permanentnym kryzysem instytucjonalnym i brakiem realnej ulgi w codziennym funkcjonowaniu.