
Polska na niechlubnym podium. Płacimy za prąd niemal najwięcej w UE - Interia Biznes
Polska zajmuje drugie miejsce w Unii Europejskiej pod względem kosztów energii elektrycznej dla gospodarstw domowych po uwzględnieniu siły nabywczej mieszkańców, z wynikiem 41,1 PPS na 100 kWh w pierwszej połowie 2026 roku.
Dane Eurostatu potwierdzają, że Polacy płacą za prąd niemal najwięcej w Europie. W pierwszej połowie 2026 roku wskaźnik dla naszego kraju wyniósł 41,1 PPS na 100 kWh, co plasuje Polskę na niechlubnym drugim miejscu w UE. Tylko Rumunia ma wyższe koszty.
Analiza raportu pokazuje, że sama cena energii elektrycznej w Polsce jest niższa niż średnia unijna. Wynosi ona 16 eurocentów, podczas gdy średnia w Unii to 20 eurocentów. Wysoki rachunek wynika więc z innych czynników niż samo paliwo.
Głównym winnym wysokich rachunków jest wysoki udział podatków i opłat w cenie prądu. W Polsce wynosi on aż 46,9 proc., co jest najwyższym wskaźnikiem w Unii. Dla porównania w Holandii jest to -9,9 proc., a na Malcie 5,9 proc.
Blisko do Polski są jedynie Niemcy, gdzie udział opłat wynosi 34 proc. Wysoki wskaźnik w Polsce oznacza, że znaczna część płacanego przez gospodarstwa domowe rachunku trafia do budżetu państwa w postaci podatków i różnych opłat.
Bartłomiej Orzeł z think tanku Project Tempo wskazuje na przyczyny tego zjawiska. - Główną przyczyną jest nasz miks energetyczny, a dokładniej transformacja, której w niektórych obszarach po prostu nie przeprowadziliśmy - mówi ekspert.
Orzeł podaje przykład Francji, która ma jedną z najniższych cen energii w Europie dzięki posiadaniu elektrowni jądrowych. W ubiegłym roku megawatogodzina w tamtejszych elektrowniach kosztowała średnio ok. 62 euro, znacznie mniej niż w Polsce.
Kolejnym istotnym czynnikiem jest system EU ETS, który podnosi koszty wytwarzania prądu z węgla. - A z węgla wciąż pochodzi ponad połowa naszej energii, w tym prawie jedna piąta z węgla brunatnego, jeszcze bardziej emisyjnego niż kamienny - przypomina ekspert.
Ekspert tłumaczy, że ceny są sztucznie zaniżane dzięki dopłatom do górnictwa węgla kamiennego. Kopalnie sprzedają elektrowniom węgiel poniżej kosztów wydobycia. Gdyby nie było tych dopłat, cena samej energii w taryfie wynosiłaby ok. 495 zł za MWh netto.
Przy obecnych cenach uprawnień do emisji CO2, wynoszących 70-80 euro za tonę, koszt emisji jest największym składnikiem kosztów wytwarzania energii elektrycznej z węgla. Jest wyższy niż koszt samego paliwa - wskazuje Bartłomiej Orzeł.
W 2026 roku za wzrost rachunków odpowiadały przede wszystkim dodatkowe opłaty, a nie sama energia elektryczna. Cena energii w taryfach nawet nieznacznie spadła, natomiast dystrybucja podrożała o ok. 7,6 proc., a opłata mocowa wzrosła o połowę.
W efekcie przeciętne rachunki zwiększyły się o ok. 3 proc. Do tego doszło najwyższy w UE udział podatków i opłat w cenie prądu dla gospodarstw domowych, wynoszący 46,9 proc., przy średniej unijnej wynoszącej 28,4 proc.
Jednym z najprostszych sposobów na obniżenie rachunków byłoby obniżenie VAT na energię elektryczną. Obniżenie stawki z obecnych 23 do 5 proc. przełożyłoby się na spadek ceny brutto o ok. 15 proc.
W kolejnych latach coraz większe znaczenie dla wysokości rachunków będą miały wydatki na rozbudowę infrastruktury energetycznej. Sieci muszą zostać dostosowane do przyłączenia elektrowni jądrowej, morskich farm wiatrowych i nowych źródeł odnawialnych.
Koszty tych inwestycji są uwzględniane w taryfach. Nakłady Polskich Sieci Elektroenergetycznych mają wzrosnąć z 4,2 mld zł w 2026 r. do ponad 12 mld zł w 2030 r. Choć inwestorzy morskich farm wiatrowych ponoszą koszty ich przyłączenia, wydatki na wzmocnienie sieci w głębi kraju obciążają odbiorców energii.
Dodatkowo dochodzi koszt utrzymania rezerw mocy, czyli rynku mocy. W wydaniu węglowym jest on drogi, bo płacimy za gotowość starych bloków, które pracują coraz rzadziej, a wymagają pełnej obsady. Pośrednio podtrzymujemy w ten sposób także popyt na węgiel z kopalń.
Orzeł zauważa, że unijne porównania cen energii wymagają uwzględnienia kilku dodatkowych czynników. Wskaźnik Eurostatu wyrażony w standardzie siły nabywczej (PPS) jest relatywny, ponieważ uwzględnia poziom cen i dochodów w poszczególnych państwach.
W cenach nominalnych, wyrażonych w euro, Polska zajmowała w ubiegłym roku 13. miejsce w UE, a więc znajdowała się nieco poniżej średniej unijnej. Wątpliwości budzi jednak zmiana polskiego wskaźnika PPS w ujęciu rocznym, który wzrósł z ok. 35 do 41.
Ekspert zaznacza, że wpływ na ten wynik mogły mieć m.in. kursy walut lub kwestie metodologiczne. Różnice w sposobie kształtowania cen w poszczególnych krajach również wpływają na porównania, np. niskie ceny na Węgrzech wynikają z administracyjnie regulowanych cen dla gospodarstw domowych.