"Jeszcze większa niechęć". Ekonomiści oceniają skutki "wojny" o TK - Money.pl
Sędzia Anna Korwin-Piotrowska przejęła kierowanie Trybunałem Konstytucyjnym, zarządzając miesięczną przerwę w czynnościach prezesa Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
W ostatnich dniach zaogniła się sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego. Sędzia Anna Korwin-Piotrowska, jako osoba z najdłuższym stażem w składzie TK, przejęła kierowanie tą instytucją. Zarządziła miesięczną przerwę w czynnościach służbowych prezesa TK Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
Ekonomiści pytani przez money.pl oceniają, czy zmiany w Trybunale mogą przełożyć się na jego pracę i na gospodarkę. Marcin Materna, CFA, z Biura Analiz Rynków Kapitałowych w Banku Millennium, wskazuje, że TK ostatnio funkcjonalnie w zasadzie nie działał, na wokandzie pojawiały się zaledwie 2–3 sprawy miesięcznie przy wieloletnich zaległościach.
Po zmianach nie spodziewam się, aby to się zmieniło
Ryzyko polityczne
Analityk zwraca uwagę, że bardziej istotne od samego sporu o Trybunał mogą okazać się jego skutki uboczne. Zaognienie konfliktu o TK, moim zdaniem pobocznego z punktu widzenia gospodarki w krótkim terminie, będzie miało inny, poważniejszy skutek, czyli jeszcze większą niechęć pomiędzy rządem a prezydentem.
Prezydent może zawetować uchwaloną przez parlament ustawę, a do odrzucenia weta Sejm potrzebuje większości 3/5 głosów. Pamiętajmy, że to ten drugi ma ostatnie zdanie, jeśli chodzi o ustawy. Grozi to poważniejszymi konsekwencjami niż awantura wokół Trybunału i tym razem nie tylko wizerunkowymi.
Grozi to poważniejszymi konsekwencjami niż awantura wokół Trybunału i tym razem nie tylko wizerunkowymi
Rynki finansowe
Ograniczony wpływ sporu na rynki finansowe przewiduje również Piotr Kuczyński, główny analityk Xelionu. W piątkowej rozmowie ocenił, że z punktu widzenia finansów giełdy i złotego wydarzenia wokół TK nie będą miały najmniejszego znaczenia.
Jego zdaniem w sprawie Trybunału nikt z zewnątrz nie zabierze głosu, więc nie przełoży się to na rynki. Inaczej byłoby, gdyby pojawiły się zapowiedzi, że kolejną instytucją objętą sporem będzie NBP, bo wywołałoby to reakcję prezesów banków centralnych z innych państw.
Eksperci Erste zwracają uwagę, że konflikt wokół TK dołącza do czynników, które mogą budzić obawy inwestorów zagranicznych o stabilność instytucjonalną w Polsce. W najbliższym czasie uwaga inwestorów będzie skupiona na wyborach połówkowych w USA i dalszym rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie, niemniej krajowe wydarzenia wydają się zwiększać podatność krajowego rynku na globalną awersję do ryzyka.
Finanse publiczne
Marcin Materna wskazuje, że wśród spraw czekających w Trybunale są również te ważne dla finansów publicznych. Z ciekawszych spraw czekamy m.in. na rozstrzygnięcie, czy liczenie wskaźnika dług/PKB na potrzeby limitów konstytucyjnych może być inne niż metodologia unijna.
Tego zagadnienia dotyczy sprawa ustawy budżetowej na 2026 r., prowadzona w TK pod sygnaturą K 1/26. Prezydent Karol Nawrocki w styczniu podpisał budżet, a jednocześnie skierował go do Trybunału. Zakwestionowano przepis pozwalający na zaciąganie zobowiązań, w wyniku których dług liczony według unijnej metodyki ESA2010 przekroczyłby 3/5 rocznego PKB.
Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. dług według definicji unijnej wyniósł 61,6 proc. PKB, a według krajowej 50,6 proc. PKB. Z danych Eurostatu wynika, że na koniec drugiego kwartału 2026 r. wskaźnik liczony metodą unijną wzrósł do 64,5 proc. PKB.
Sprawy podatników
Na rozstrzygnięcie w Trybunale czekają też sprawy dotyczące bezpośrednio podatników i przedsiębiorców. Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFaktu, wskazuje, że niektóre z nich czekają od 10 lat. Za najlepszy przykład uznał sprawę K 10/16, dotyczącą art. 70 Ordynacji podatkowej i przedawnienia zaległości wobec fiskusa.
– Według tego przepisu zaległość podatkowa zabezpieczona hipoteką albo zastawem skarbowym w ogóle się nie przedawnia. Po upływie zwykłego terminu fiskus może ją ściągać już tylko z obciążonej nieruchomości lub rzeczy, ale za to bez ograniczeń w czasie. W praktyce podatnik, który ma mieszkanie albo działkę, jest traktowany surowiej niż ten, kto nic nie ma, bo temu drugiemu dług co do zasady przedawni się po pięciu latach.