Śmierć podczas policyjnej interwencji. Byli policjanci skazani
Sąd Rejonowy Lublin-Wschód uznał dwóch byłych funkcjonariuszy za winnych przekroczenia uprawnień oraz nieumyślnego spowodowania śmierci 36-letniego mężczyzny podczas interwencji w sierpniu 2020 roku.
Sprawa dotyczy zdarzenia z sierpnia 2020 roku, kiedy to przechodnie zawiadomili policję o agresywnym mężczyźnie w okolicy ul. Łęczyńskiej w Lublinie.
Leczący się psychiatrycznie Tomasz K. uciekał przybyłym na miejsce mundurowym, którzy zatrzymali go w okolicy budynku Agencji Mienia Wojskowego.
Według ustaleń śledczych policjanci stosując chwyty obezwładniające powalili mężczyznę na ziemię, założyli mu kajdanki na ręce z tyłu oraz dociskali jego ciało kolanami i rękami.
Z nagrań wynika, że 36-latek został uderzony łokciem w szyję, zastosowano też wobec niego „chwyt obezwładniający szyję”, po czym został powalony na ziemię brzuchem do podłoża.
W tej pozycji mężczyzna nie wykonywał już gwałtownych ruchów nogami, był spokojny, a mimo to policjanci przytrzymywali mu nogi i klatkę piersiową.
Zdanie sędziego
Sędzia Andrzej Skubis opisał zachowanie pokrzywdzonego jako wskazujące na problemy z oddychaniem. Mężczyzna miał charczący głos, z ust leciała mu ślina bądź piana.
Zdaniem sędziego interwencja miała charakter dynamiczny, a obrażenia ciała wynikające z przeprowadzonej akcji reanimacyjnej nie miały wpływu na śmierć 36-latka.
Zmarł on w wyniku „asfiksji restrykcyjnej”, czyli wskutek ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej występującej w sposób nagły u osoby w stanie pobudzenia ruchowego.
Wyrok i apelacja
Sąd uznał oskarżonych za winnych przekroczenia uprawnień, gdyż zastosowali nieadekwatne środki przymusu bezpośredniego z użyciem znacznej siły.
Obaj usłyszeli wyrok roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i trzyletni zakaz pełnienia służby w policji. Sąd zasądził od nich również po 20 tys. zł zadośćuczynienia dla siostry zmarłego.
Jeden z obrońców oskarżonych, mecenas Stanisław Estreich, zapowiedział złożenie apelacji od wyroku.
Jest to kwestia odpowiedzi na pytanie, czy możemy się czuć bezpieczni w naszym mieście i kraju oraz czy interwencja policjantów musi się kończyć ławą oskarżonych. I podstawowa przyczyna – czy funkcjonariusz, który nie jest szkolony, może wiedzieć, że wystąpiło zjawisko „asfiksji restrykcyjnej” – powiedział adwokat.
Jego zdaniem funkcjonariusze działali w interesie publicznym, „byśmy po ulicach mogli chodzić spokojnie”.