Po wyborach w Izraelu lewica rozmawia z partiami arabskimi. USA: niepokojące
Po niedzielnych wyborach parlamentarnych w Izraelu szef lewicy Jair Golan rozpoczął rozmowy z partiami arabskimi, które uzyskały rekordowe 19 mandatów.
W wywiadzie dla Newsmax ambasador USA w Izraelu Gadi Eisenkot stwierdził, że wieczór wyborczy to „początek, a nie koniec”. Zaznaczył, że teraz kluczowe będzie zobaczenie, kto zdoła utworzyć koalicję rządową. Politycy, którzy podczas kampanii deklarowali, że nie wejdą do rządu z Netanjahu, mogą zmienić stanowisko, jeśli chodzi o wykluczenie z rządu na kolejne cztery lata.
Według izraelskich mediów zwolennikiem rządu jedności narodowej jest prezydent Izraela Icchak Hercog. Partie arabskie, które uzyskały rekordowe 19 mandatów, stały się kluczowym graczem w negocjacjach koalicyjnych.
Negocjacje lewicy z Arabami
Szef izraelskiej lewicy Jair Golan rozpoczął rozmowy z partiami arabskimi o potencjalnej koalicji. Główn partie obu bloków - zarówno popierające premiera Benjamina Netanjahu, jak i jego przeciwników - na razie wykluczają utworzenie z nich rządu.
Oskarżenia o fałszerstwa
Partia Likud premiera Benjamina Netanjahu zarzuca partiom arabskim fałszerstwa wyborcze, mimo że dotychczas nie przedstawiono dowodów na nieprawidłowości na szeroką skalę. Eisenkot oskarżył partię Netanjahu o próbę podważenia legalności wyborów.
Trwa śledztwo w sprawie podejrzeń o zagraniczną ingerencję w wybory, dotyczące podejrzeń, że podmioty powiązane z Katarem lub Turcją finansowały mobilizację arabskich wyborców. Przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Noam Solberg zapewnił, że wybory przeprowadzono prawidłowo.
Oficjalne wyniki zostaną przedstawione prezydentowi Hercogowi 4 listopada. Jeśli negocjacje koalicyjne zakończą się niepowodzeniem, możliwe będą kolejne wybory.