
Bułgaria wybrała prezydenta. Wyraźny sygnał w stronę Moskwy
Iliana Jotowa zdobyła od 50,7 do 52,5 proc. głosów w drugiej turze wyborów prezydenckich w Bułgarii, pokonując Andreja Giurowa.
Głosowanie odbyło się 1 listopada, a pierwsze wyniki opublikowano po zamknięciu lokali wyborczych. Oficjalne rozstrzygnięcie ma zostać ogłoszone w poniedziałek. W pierwszej turze, przeprowadzonej 25 października, różnica między kandydatami była znacznie mniejsza - Jotowa otrzymała wówczas 34,7 proc. głosów, a Giurow 31,9 proc.
Stosunek do Rosji
Najważniejsza różnica między kandydatami dotyczyła stosunku do Rosji oraz wojny w Ukrainie. Jotowa deklarowała utrzymanie europejskiego kursu Bułgarii, jednocześnie opowiadając się za poprawą relacji z Moskwą i zniesieniem nałożonych na nią sankcji.
Polityczka sprzeciwiała się dalszemu przekazywaniu pomocy wojskowej Ukrainie i podkreślała, że wojna powinna zakończyć się na drodze negocjacji.
Opozycyjny kandydat
Andrej Giurow, były premier rządu tymczasowego i wiceprezes bułgarskiego banku centralnego, wspierany przez prozachodnie ugrupowania opozycyjne, opowiadał się za silniejszą współpracą z Unią Europejską i NATO. Popierał również Ukrainę, a podczas kierowania rządem podpisał porozumienie o współpracy w zakresie bezpieczeństwa z Kijowem.
Historyczny moment
Jeśli sondaże się potwierdzą, Jotowa zostanie pierwszą kobietą wybraną na urząd prezydenta w demokratycznej historii Bułgarii. Jej zwycięstwo oznaczałoby również umocnienie politycznego obozu Rumena Radewa, którego ugrupowanie Progresywna Bułgaria zdobyło większość parlamentarną w kwietniowych wyborach.
Część obserwatorów ostrzega, że skupienie władzy w rękach polityków tego samego obozu może osłabić mechanizmy wzajemnej kontroli między instytucjami państwa. Sam urząd prezydenta ma w Bułgarii przede wszystkim charakter reprezentacyjny, choć głowa państwa dysponuje m.in. prawem weta wobec ustaw.