
Francuska opłata za internet to rozbój. Oby w Polsce nikt na to nie wpadł
We Francji pojawił się pomysł nowego podatku, który ma być naliczany za każdy gigabajt danych przesyłanych przez platformy streamingowe, wydawców i sklepy z grami.
Pomysł został zapisany w ramach poprawki do ustawy budżetowej. Jego inicjatorem jest Laurent Lhardit. Nowy podatek otrzymał poparcie socjalistów, Francji Nieujarzmionej, ekologów i komunistów. Warto zaznaczyć, że w momencie głosowania w parlamencie było niezwykle mało posłów – 35 z 577.
Konstrukcja podatku
Za każdy 1 GB danych, który zostanie nadany przez wydawcę, platformę lub sklep z grami, należy uiścić opłatę w wysokości 0,055 euro (24 grosze). Dotyczy to streamingu, aktualizacji aplikacji, gier i innych danych. Wysokość opłaty mierzą operatorzy.
Koszty dla użytkowników
Choć 24 grosze za 1 GB wydaje się kwotą trywialną, wcale tak nie jest. Przyjrzyjmy się wyliczeniom: streaming w 720p zużywa około 1 GB na godzinę, co kosztowałoby 24 grosze. Gaming w chmurze potrafi pobrać nawet 5 GB w ciągu godziny, co przełoży się na ponad złotówkę.
Przykład? Pobranie gry „Call of Duty: Modern Warfare” (175 GB) kosztowałoby 42 złote. To jednak nic w porównaniu z koniecznością ponownego pobrania gry po błędzie.
Kontrowersje
Pomysł budzi wątpliwości ze strony prawa unijnego. W UE funkcjonuje rozporządzenie 2015/2120, które przewiduje „otwartość” internetu. Opłata uderzy w dużej mierze we francuski rynek, ale dotyczy także dużych firm amerykańskich, które rządzą globalnym streamingiem.
Na szczęście dla Francuzów, ta poprawka budżetowa nie jest jeszcze prawem. Rząd może zażądać ponownego głosowania lub posłużyć się konstytucyjnym prawem do usunięcia zapisu.