Róże z helikoptera i "skoczkowie" od trumien. Kulisy biznesu pogrzebowego
Rynek usług pogrzebowych w Polsce jest wart co najmniej 3 mld zł rocznie, a liczba pogrzebów sięga 450 tysięcy rocznie. Warto jednak pamiętać, że wejście do branży wymaga dużego kapitału, a legalne firmy muszą konkurować z pracownikami zatrudnianymi dorywczo.
Rynek usług pogrzebowych w Polsce jest wart co najmniej 3 mld zł rocznie, a liczba pogrzebów sięga 450 tysięcy rocznie. Warto jednak pamiętać, że wejście do branży wymaga dużego kapitału, a legalne firmy muszą konkurować z pracownikami zatrudnianymi dorywczo.
Prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej Robert Czyżak wskazuje, że w kraju działa około 2 tysięcy aktywnie funkcjonujących przedsiębiorstw pogrzebowych. Przy średnim koszcie obsługi jednego pogrzebu na poziomie ok. 7 tys. zł, rynek ten generuje roczny obrót w miliardach złotych.
Choć branża uchodzi za stabilną, wejście na ten rynek wymaga bardzo dużych nakładów finansowych. Pełnoprawny zakład pogrzebowy wymaga wydatku przekraczającego pół miliona złotych, co sprawia, że zdecydowaną większość rynku tworzą firmy rodzinne rozwijające działalność przez wiele lat.
Największym wydatkiem jest specjalistyczny transport. Karawan spełniający odpowiednie standardy kosztuje ok. 400 tys. zł, a najbardziej reprezentacyjne modele nawet ok. 1 mln zł. Do tego dochodzi zakup chłodni za ok. 30 tys. zł oraz zatowarowanie zakładu – trumnami, urnami i wyposażeniem zaplecza.
Ceny usług i koszty cmentarza
Całość usługi pogrzebowej kosztuje od ok. 5-7 tys. zł do nawet kilkunastu tysięcy złotych, wszystko zależy od wybranych usług, miejsca pochówku i oczekiwań rodziny. Najprostsza trumna kosztuje ok. 1 tys. zł, ale bardziej eleganckie modele wyceniane są na kilka tysięcy, a metalowe trumny w stylu amerykańskim mogą kosztować około 8 tys. zł.
Ludzie często są przekonani, że jeśli pogrzeb kosztuje 20 tys. zł, cała ta kwota trafia do zakładu pogrzebowego. Tymczasem bardzo dużą część kosztów stanowi zakup miejsca na cmentarzu, który potrafi różnić się w zależności od lokalizacji. Na cmentarzach parafialnych w biedniejszych regionach miejsce może kosztować od tysiąca do dwóch tysięcy złotych.
Są jednak przypadki znacznie droższe. Najdroższym przypadkiem, z jakim się spotkał Czyżak, było miejsce w alei zasłużonych na jednym z warszawskich cmentarzy, które kosztowało ok. 40 tys. zł. Do tego dochodzą koszty transportu zmarłego ze szpitala do chłodni (od kilkuset złotych do 1 tys. zł) oraz przygotowania ciała, które z balsamacją przekracza 1 tys. zł.
Kremacje i międzynarodowy transport
W Polsce działa już prawie sto krematoriów. W dużych miastach udział kremacji w ogólnej liczbie pogrzebów wynosi obecnie ok. 50 proc., podczas gdy na prowincji jest to zwykle 20-30 proc. W perspektywie kilku lat w największych aglomeracjach udział kremacji może wzrosnąć nawet do 90 proc.
Rosnące ceny, ograniczona liczba miejsc na cmentarzach oraz zmieniające się podejście społeczne sprawiają, że coraz więcej osób decyduje się na kremację. Sama kremacja kosztuje od kilkuset złotych do ok. 1200–1300 zł, a najprostsze urny kosztują ok. 500-800 zł, natomiast bardziej ekskluzywne wyceniane są na kilka tysięcy złotych.
Osobnym wyzwaniem pozostaje międzynarodowy transport zwłok. W przypadku śmierci za granicą rodziny muszą zmierzyć się nie tylko z kosztami, ale również z rozbudowanymi procedurami administracyjnymi. Oprócz uzyskania zgód w Polsce często trzeba załatwiać formalności w placówkach dyplomatycznych za granicą.
Sam transport z Niemiec kosztuje zazwyczaj ok. 10-12 tys. zł. W przypadku sprowadzenia ciała ze Stanów Zjednoczonych mowa już o kwotach rzędu 8-10 tys. dol. To oznacza dodatkowe kilometry, czas i koszty, ponieważ ciało lub urna znajdują się kilkaset kilometrów od właściwego konsulatu.
Szara strefa i przestarzałe prawo
Jednym z największych wyzwań branży pozostaje nieuczciwa konkurencja. Chodzi przede wszystkim o osoby pracujące dorywczo przy pogrzebach bez umów i odpowiednich kwalifikacji. Tzw. skoczkowie pracują dla jednej firmy, jutro dla drugiej, a pojutrze dla kilku kolejnych.
Za samo niesienie trumny podczas jednej ceremonii można otrzymać ok. 200 zł. Część takich osób wykonuje jednak pracę całkowicie nielegalnie. Zdaniem Czyżaka stawia to legalnie działające firmy w trudniejszej sytuacji, ponieważ muszą one ponosić koszty zatrudnienia pracowników, składek i ubezpieczeń.
Problem ma także wymiar bezpieczeństwa. Jeżeli podczas pogrzebu zdarzy się wypadek, na przykład urwie się uchwyt trumny albo ktoś się poślizgnie, rodziny coraz częściej domagają się wysokich odszkodowań. Mówimy już o kwotach liczonych w dziesiątkach tysięcy złotych.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której trumnę niosą dwie lub trzy osoby.
Przedstawiciele branży wskazują, że największym problemem nie są dziś koszty prowadzenia działalności, lecz obowiązujące przestarzałe przepisy. Prawo pogrzebowe pochodzi zasadniczo z 1956 r., a w późniejszych latach wprowadzono jedynie kosmetyczne zmiany.
Obecne regulacje nie przystają do współczesnych realiów. Praktycznie nie odnoszą się do takich kwestii jak kremacje, krematoria czy domy pogrzebowe. Od wielu lat apeluje się o nową ustawę, która byłaby w stanie uregulować te kwestie.