
Malują trumny, śmieją się i wznoszą toasty. Polskie pogrzeby zmieniają się na naszych oczach
Polskie pogrzeby tracą skrajnie poważny charakter. Bliscy coraz częściej odchodzą od patosu i sztywnych rytuałów, chcąc, by ceremonia przypominała zmarłego.
Toast za zmarłą podczas pogrzebu, ulubiona piosenka zamiast żałobnego marsza, a nawet awatar przemawiający w imieniu nieżyjącej osoby. Ostatnie pożegnania się zmieniają. Bliscy coraz częściej odchodzą od patosu i sztywnych rytuałów. Chcą, by ceremonia przypominała człowieka, którego żegnają – jego charakter, przyzwyczajenia i sposób patrzenia na świat.
– Ten rodzaj nadanych nam rytuałów i wartości, przekazywanych przez symbole i słowa, przestał nam odpowiadać – zauważa Marta Tarnowska, socjolożka, edukatorka i celebrantka, członkini kolektywu Instytutu Dobrej Śmierci.
Muzyka i żarty
Kilka starszych osób wstaje z ławek i wychodzi z kaplicy. Zamiast żałobnego marsza z głośników płynie muzyka i żarty w stylu Monty Pythona. Zmarły uwielbiał brytyjski czarny humor i właśnie takiego pożegnania sobie zażyczył.
– Prawdopodobnie nie spodobała im się taka forma pożegnania – przypuszcza Marcin Brodowski, mistrz świeckich ceremonii pogrzebowych. – A przecież pogrzeby na wesoło też się zdarzają.
Ktoś inny przed śmiercią poprosił, by na jego pogrzebie mistrz ceremonii opowiadał dowcipy. To akurat okazało się trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Samo znalezienie żartu nie stanowi problemu. Trzeba jeszcze wybrać taki, który rozbawi uczestników ceremonii. Ostatecznie się udało
Osobiste rytuały
Przez lata pogrzeb kojarzył się przede wszystkim z powagą, czernią i ustalonym rytuałem. Dziś coraz częściej pojawiają się w nim osobiste akcenty: anegdoty, ulubiona muzyka, wspomnienia czy slajdy ze zdjęciami.
Marcin Brodowski prowadzi ceremonie świeckie, ale uczestniczy też w pogrzebach kościelnych. Wtedy ksiądz odpowiada za liturgię, a on za osobistą opowieść o zmarłym.
– Niezależnie od tego, czy uroczystość odbywa się w kościele, czy poza nim, bliscy chcą usłyszeć coś o osobie, którą stracili – zaznacza.
Te gesty pozwalają przypomnieć sobie zmarłego nie tylko jako osobę, którą trzeba pożegnać, ale przede wszystkim jako człowieka – z własnymi przyzwyczajeniami, pasjami i historią.
Malowanie trumny
Jednym z takich rytuałów jest malowanie trumny. Bliscy sami wybierają kolory i wzory, zostawiając na niej coś od siebie.
– W życiu sprawdzają się gesty czułości, gesty bliskości. To, że jest się ze swoim zmarłym i daje mu ogrom serca nawet w tej ostatniej chwili – zaznacza Katarzyna Kaczmarek.
Nie możemy już przygotować zmarłego do pogrzebu tak, jak kiedyś robiono to w domu. Możemy jednak dać mu to, co możemy: naszą miłość, którą nakładamy na trumnę. Każda jest inna. Malują je żony, mężowie, dzieci, najbliżsi przyjaciele. To niezwykle piękne.
Planowanie pożegnania
Nawet jeśli śmierć poprzedza długa choroba, trudno przygotować się na chwilę, w której bliskiej osoby zabraknie. A kiedy już ten moment nadchodzi, trzeba nie tylko zmierzyć się ze stratą, lecz także zorganizować pogrzeb, podjąć dziesiątki decyzji i sprostać oczekiwaniom rodziny.
Bliscy często są w takim szoku, że nie potrafią samodzielnie zabrać się do organizacji pogrzebu. Proszą, żeby zacząć z nimi rozmowę, coś zaproponować, pomóc im ruszyć z miejsca.
Niektórzy wolą zawczasu zadbać o to, by bliscy wiedzieli, jak wyobrażają sobie własny pogrzeb. Zdarza się, że jeszcze za życia kontaktują się z mistrzem ceremonii.