
"Wyrwaliśmy się z rąk śmierci". Wstrząsające relacje ewakuowanych z Ołeszek
Ukraińscy cywile ewakuowani z Ołeszek podzielili się swoimi dramatycznymi doświadczeniami. Rozejm w Ołeszkach rozpoczął się 27 października i potrwa do 1 listopada.
Misja ewakuacyjna została przeprowadzona przy koordynacji pierwszej damy USA Melanii Trump oraz przedstawicieli Ukrainy i Federacji Rosyjskiej. Mieszkańcy Ołeszek przez lata żyli w dramatycznych warunkach, bez stałego dostępu do wody, żywności i prądu, pod ciągłym ostrzałem i w reżimie okupacyjnym.
Wyrwaliśmy się z rąk śmierci. Wciąż nie mogę uwierzyć, że udało nam się wyjechać. Tam byliśmy pewni, że pewnego dnia Rosjanie przyjdą i w końcu nas zabiją - wyznała około 50-letnia Olha, mieszkanka Ołeszek w obwodzie chersońskim, która opuściła miasto po ogłoszeniu zawieszenia broni.
Dramatyczne warunki życia
Prawie pięć lat żyliśmy pod bombami, dronami, które wisiały za oknem; żyliśmy w piwnicach, głodni i przerażeni. Rosyjscy żołnierze przychodzili z karabinami odbierać nam jedzenie - relacjonowała Olha.
W ciągu czterech lat okupacji zmieniliśmy pięć domów. W ten uderzył dron, tam spadła rakieta, następny spłonął. Pracy nie ma, nie ma pieniędzy, nie ma co jeść. Nawet jak są pieniądze, to nie ma co kupić. Dziesiątek jajek to 3,5 tys. rubli (ok. 170 zł.) - opowiedziała Tetiana.
Trudna droga do wolności
Ukraińskie władze od dawna alarmowały, że sytuacja cywilów jest dramatyczna, bez dostępu do żywności i wody pitnej przebywało tam około 2 tys. osób, w tym 50 dzieci. Wcześniejsze opuszczenie miasta nie było możliwe ze względu na zaminowanie dróg.
Ołeszki leżą prawie nad Dnieprem, po którego drugiej stronie, 4 km dalej, znajduje się będący pod kontrolą Ukrainy Chersoń. Z Ołeszek leciały pociski, wystrzeliwane przez Rosjan w stronę Chersonia, a powracały te, które w odpowiedzi odpalali Ukraińcy.
Najpierw myśleliśmy, że musimy zostać w Ołeszkach, bo przecież dom, sad, zwierzęta, łódź. W efekcie straciliśmy wszystko i już nie ma ani domu, ani łódki. Dobrze, że sami przeżyliśmy. Teraz zaczynamy życie od nowa - powiedział około 45-letni Anatolij.
Makabryczne sceny
Operacja uwolnienia mieszkańców Ołeszek rozpoczęła się w piątek. Wyruszyli oni wtedy przez Krym do Anapy w rosyjskim Kraju Krasnodarskim, skąd odlecieli do Homla na Białorusi. Stamtąd autobusami dotarli do granicy z Ukrainą.
Przed tym jednak, jak sześć autobusów z ocalonymi wtoczyło się na plac przygraniczny, wjechała tam ciężarówka ze zwierzętami, które także wywieziono z Ołeszek. Kilkadziesiąt kotów i psów miauczało, szczekało, wyło i skomlało. Jedne miotały się w klatkach ze strachu, inne siedziały całkowicie zrezygnowane.
Bezdomne psy zjadają trupy rosyjskich żołnierzy. Rosjanie ich nie zabierają, a naszym nie wolno ich chować. Trupy leżą na drogach. Najpierw nie ma nosa, potem rąk, a potem widzisz, jak głowa toczy się po ulicy. Wszędzie góry śmieci, których nikt nie wywozi, myszy, szczury. Prawdziwa makabra - relacjonowała Olha.