Wielki błąd rządu Tuska? Więcej niż zbrodnia
Rząd Donalda Tuska, mając informacje o zagrożeniach sabotażem, zdecydował się na akcję odbicia Trybunału Konstytucyjnego w dniach, gdy policja była już mobilizowana.
Rząd Donalda Tuska, mając informacje o „aktualnych zagrożeniach związanych z aktami sabotażu i dywersji”, zdecydował się na przeprowadzenie akcji odbijania Trybunału Konstytucyjnego. Policja zaprzecza, by mobilizacja oddziałów w całej Polsce miała związek z Trybunałem, tłumacząc, że szykuje się na inne zagrożenia.
Policyjna mobilizacja
Polska Policja stanowczo dementuje informację, jakoby przygotowywała się do pacyfikacji protestów pod Trybunałem. W komunikacie wyjaśnia, że pismo z 29 października dotyczyło pełnej gotowości policjantów w dniach od 2 do 8 listopada w związku z „aktualnymi zagrożeniami związanymi z aktami sabotażu i dywersji”.
Mobilizacja policyjna trwa co najmniej do 8 listopada, co sugeruje, że potencjalne zagrożenie może się przeciągnąć.
Wątpliwości prawne
Akcja rządu spotkała się z krytyką ze strony środowisk prawniczych. Były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego Stanisław Biernat wyraził wątpliwości co do legalności działań: „Wydaje mi się, że żaden odpowiedzialny prawnik nie może powiedzieć, że nie ma tutaj wątpliwości, ponieważ jest to rozwiązanie, które zostało zastosowane pierwszy raz”.
Wydaje mi się, że żaden odpowiedzialny prawnik nie może powiedzieć, że nie ma tutaj wątpliwości, ponieważ jest to rozwiązanie, które zostało zastosowane pierwszy raz.
Podział wśród prawników
Sędzia Anna Korwin-Piotrowska, ogłaszając się zastępczynią prezesa TK, podpiera się własną interpretacją zapisów. Jej decyzja o zmianie statusu w Trybunale spotkała się z krytyką innych prawników, w tym Ryszarda Piotrowskiego, który mówi o „zamachu stanu”.
Policja, na prośbę sędzi Korwin-Piotrowskiej, nakazała funkcjonariuszom uniemożliwienie wejścia na teren Trybunału jego prezesowi. Budzi to poważne wątpliwości co do podstaw prawnych takiej interwencji.