
Powstaje rynek wart 200 mld zł. Polska jedną szansę już straciła - Next Gazeta.pl
Pierwszy prąd z polskich morskich elektrowni wiatrowych na Bałtyku płynie już do sieci, a do 2030 roku powstanie farm o mocy 10 GW.
Wiatraki na Bałtyku mają być biało-czerwone - zdecydował rząd. Nie chodzi o kolor, który miałby odstraszać mewy, ale o udział polskich firm. Na stole są dziesiątki miliardów złotych do zgarnięcia. Tego już nikt nam nie zabierze - pierwszy prąd z polskich, morskich elektrowni wiatrowych na Bałtyku płynie już podmorskim kablem na brzeg, a dalej do domowych gniazdek.
Za kilka lat prąd popłynie już z całą mocą 6 GW farm, a w następnych latach dojdzie kolejnych 4 GW. Energia jest produkowana niezależnie od tego, czy cieśnina Ormuz jest zablokowana, czy nie, czy transporty ze skroplonym gazem LNG utknęły w portach. A że każdy, kto był nad Morzem Bałtyckim, wie, jak fatalna bywa tam pogoda i że o wietrzność nie należy się martwić.
Polska stała się największym inwestorem w energetykę na Bałtyku. W piątek mówił o tym premier Donald Tusk podczas wizyty w Gdańsku. Premier był na otwarciu nowego terminala (T5), który ma być bazą dla końcowej fazy budowy farmy PGE Baltica 2. Choć cyfra dwa sugeruje, że to druga farma, jest to pierwszy projekt PGE, który zostanie ukończony na Bałtyku.
Kto i ile buduje
Koszt budowy nabrzeża i infrastruktury to aż 1,2 mld zł, z czego 700 mln zł pochodziło z Krajowego Planu Odbudowy. Inwestycje w morską energetykę wiatrową przyczyniają się do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Pierwszy prąd z farmy wiatrowej Baltica 2 ma popłynąć w pierwszej połowie 2027 roku.
Inwestycje w morską energetykę wiatrową przyczyniają się do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Pierwszy prąd z farmy wiatrowej Baltica 2 ma popłynąć w pierwszej połowie 2027 roku.
Budowa kolejnych farm na Bałtyku podzielona jest na etapy. Etap pierwszy: ponad 300 wiatraków o łącznej mocy 6 GW. Koszt budowy tych wiatraków, ale też platform z wielkimi stacjami transformatorowymi, przyłączy i infrastruktury to nawet 130 mld zł.
Najwięcej sztuk, wysokich na ponad 300 metrów wiatraków będzie miała farma PGE i Ørsted (107). Nieco mniej projekt Polenergia we współpracy z norweskim Equinorem (100), a Orlen Northland Power - 76. Do tego trzeba doliczyć 26 francuskiej spółki BC-WIND, która właśnie zaczęła budowę morskiej bazy we Władysławowie.
Polskie przedsiębiorstwa uczestniczą w budowie infrastruktury, bez której morska farma wiatrowa nie mogłaby działać: produkują kable i konstrukcje stalowe, projektują oraz budują stacje elektroenergetyczne i przyłącza, wykonują badania i tworzą zaplecze portowe.
Konkretnie to firma CRIST Offshore z Gdyni zbuduje dla BC-Wind morską stację elektroenergetyczną. Konstrukcja waży 2 tys. ton, a zakończenie budowy zaplanowane jest na połowę 2027 r. Kontrakt dał pracę 400 specjalistom, a grupa Przemysłowa Baltic produkuje dla Baltica 2 aż 111 konstrukcji do przybijania statków serwisowych i osłony chroniące fundamenty przed korozją.
Wiatraki pod flagą
Ogólna wartość 10-letniego projektu inwestycyjnego w morskie farmy wiatrowe na Bałtyku wyniesie wedle zapowiedzi 130 mld zł. Odsetek zamówień trafiających do polskich przedsiębiorców może sięgnąć od 27 proc. do 74 proc. w zależności od rozpatrywanego rynku.
To sporo, ale mogłoby być więcej. I będzie więcej, gdy Polska zacznie realizację drugiego etapu budowy farm, czyli kolejnych kilkuset wiatraków o mocy 4 GW - ich budowa ma się zacząć w 2030 r. Inne będzie finansowanie (z dopłat z rachunków na zasadzie specjalnego mechanizmu ceny maksymalnej), ale też większe zaangażowanie polskich firm.
Dziś padają zarzuty, że gdy za czasów poprzedniego rządu decydowano o budowie farm na Bałtyku, nie zadbano wystarczająco o udział polskich firm. Ten błąd ma się już nie powtórzyć. Obecnie ponad 100 polskich podmiotów dysponuje wiedzą i doświadczeniem potrzebnym w procesie wytwarzania elementów konstrukcyjnych i eksploatacyjnych na potrzeby budowy morskich farm wiatrowych.
Najbardziej wyszukana i skomplikowana produkcja, czyli gondoli, prądnic i elektroniki, to domena zaledwie kilku zagranicznych korporacji: niemieckiego Siemens Gamesa, duńskiego Vestasa i amerykańskiej GE Vernova. Według BGK tzw. porozumienie sektorowe offshore zakłada udział local content w projektach drugiej fazy na poziomie 45-50 proc. Dla etapu pierwszego to 30 proc.
Niedawno pan premier Donald Tusk podpisał Kodeks Dobrych Praktyk Local Content. To praktyczny manual, który ma pomóc spółkom, samorządom i wszystkim przedsiębiorcom w rozumieniu, czym jest local content, jak należy go interpretować, aby tworzyć większe szanse dla podmiotów krajowych w realizacji wielkich kontraktów i przetargów - mówił minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.
Gdy wiatraki już powstaną, to stworzą nowe miejsca pracy. Jak informuje Ministerstwo Energii, w fazie inwestycyjnej morskich farm wiatrowych niezbędnych będzie około 34 tys. etatów. Potem sektor trwale stworzy zapotrzebowanie na 29 tys. miejsc pracy.