W Izraelu wybuchła afera. Netanjahu rzuca oskarżeniami o "kradzież wyborów" - Wiadomości Onet
Izraelski kontrwywiad zawiadomił Centralną Komisję Wyborczą o podejrzeniu nielegalnego finansowania działań mających na celu zwiększenie frekwencji arabskich wyborców, co doprowadziło do oskarżeń o „kradzież wyborów”.
Szef Szin Betu przekazał Centralnej Komisji Wyborczej informacje wywiadowcze określane jako „wyjątkowo poważne”. Podejrzenia dotyczą przekazywania znacznych sum pieniędzy z Kataru organizacjom mobilizującym arabskich wyborców, a część środków miała przepływać kanałami wykorzystywanymi wcześniej do finansowania terroryzmu.
Partia Binjamina Netanjahu oskarżyła arabskie ugrupowanie Ra’am o „kradzież wyborów” i podkreśliła, że zmiany w Knesecie nie mogą zachodzić za pomocą „głosów kupionych za gotówkę”.
Oskarżenia Likudu
Likud powiązał sprawę z ewentualną zmianą na stanowisku przewodniczącego Knesetu. Ugrupowanie oświadczyło, że ma do czynienia z „zamachem na demokrację, którego celem jest obce przejęcie Knesetu, islamizacja Izraela oraz obalenie rządów prawicy, aby doprowadzić do odwrotu i klęski IDF na wszystkich frontach, a przede wszystkim w Iranie”.
Likud podkreślił również, że przewodniczący Knesetu „nie może zostać zmieniony za pomocą głosów kupionych za gotówkę”.
Konsekwencje polityczne
Do uzyskania większości parlamentarnej potrzeba 61 mandatów, co oznacza, że żadne z ugrupowań nie otrzyma samodzielnej władzy i konieczne będzie utworzenie koalicji. Wyniki i rozkład mandatów mogą jeszcze ulec zmianie.