Sąd skazał biskupa Andrzeja Jeża. Wiemy, dlaczego hierarcha nie pojawił się na odczytaniu wyroku
Sąd skazał biskupa Andrzeja Jeża na dwa lata ograniczenia wolności poprzez potrącenie 25 proc. jego wynagrodzenia na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Sąd skazał biskupa Andrzeja Jeża na dwa lata ograniczenia wolności poprzez potrącenie co miesiąc 25 proc. jego wynagrodzenia na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, która pomaga nieletnim, skrzywdzonym seksualnie. Dodatkowo hierarcha został obciążony kosztami procesu.
Sędzia uzasadniając wyrok zaznaczyła, że „prawodawca uznał przestępstwa pedofilii za najgroźniejsze i uznał, że każdy, kto dowiaduje się o pedofilii, ma obowiązek zgłosić taką wiedzę”. Zaznaczyła również, że zeznania biskupa uznała za „niewiarygodne”.
Nieobecność biskupa
Andrzej Jeż nie stawił się w sądzie na odczytaniu wyroku. Jak wyjaśniła jego pełnomocniczka, adwokat Monika Brzozowska-Pasieka, biskup nie miał obowiązku stawiennictwa się na rozprawie.
Biskup nie miał obowiązku stawiennictwa się na dzisiejszej rozprawie. My jesteśmy obrońcami, więc jesteśmy w jego imieniu.
Reakcja obrońców
Po ogłoszeniu wyroku pełnomocniczki biskupa odpowiedziały na pytania dziennikarzy. Adwokat Paulina Majtkowska poinformowała, że „zostanie wysłany wniosek o przesłanie pisemnego uzasadnienia i po uzasadnieniu zostanie wysłana apelacja”.
Nie możemy przeciwstawiać krzywdy i szacunku do pokrzywdzonych z prawem oskarżonego do obrony, bo jedno nie wyklucza drugiego.
Brzozowska-Pasieka przyznała, że „głównie jest to kara finansowa”. Podtrzymała stanowisko, że „w naszej ocenie tutaj nie ma podstaw do odpowiedzialności karnej”.