Kijów w obliczu katastrofy energetycznej. „Zrobili to w zeszłym roku i mogą to zrobić ponownie” - Zero.pl
Rosja grozi całkowitym odcięciem Kijowa od prądu, wody i ogrzewania, co może doprowadzić do bezprecedensowego kryzysu humanitarnego w stolicy Ukrainy.
Przed zimą w Kijowie nikt nie ma złudzeń – nadchodzi najtrudniejszy czas w roku. Rosja kolejny raz obiera za cel ukraińską infrastrukturę krytyczną, grożąc całkowitym odcięciem stolicy od prądu, wody i ogrzewania. O codzienności w mieście przygotowującym się na najgorsze, strachu przed mrozem i masowych wyjazdach opowiada Dominic Culverwell, dziennikarz „The Kyiv Independent”.
– Prąd wyłączono rano na jakieś dwie, trzy godziny, potem wrócił na kilka godzin. Teraz znów go nie ma – mówi Zero.pl Dominic Culverwell. – Jedynym powodem, dla którego nie odczuwamy wielkiego stresu jest fakt, że nie jest zimno. Pogoda jest naszym wybawieniem – dzisiaj jest 11 stopni, więc jest całkiem komfortowo – dodaje.
Jak tłumaczy, sezon grzewczy w Kijowie jeszcze się nie rozpoczął. Prawdziwy kryzys uderzy, gdy temperatury zaczną spadać. Dla wielu mieszkańców perspektywa spędzenia kolejnych miesięcy w ciemności i chłodzie jest nie do zniesienia.
Fala wyjazdów ze stolicy
Trauma poprzednich lat odcisnęła na mieszkańcach Kijowa ogromne piętno. – To będzie moja czwarta zima w Kijowie. I to jest ten rok, w którym większość znanych mi osób zdecydowała się na wyjazd lub przynajmniej otwarcie o tym mówi – zauważa Culverwell.
Niektórzy wyjechali na zachód Ukrainy, gdzie dostęp do energii jest pewniejszy – są tam dwie elektrownie jądrowe. Łatwiej również importować energię z krajów Unii Europejskiej. Popularnymi kierunkami czasowych migracji są Lwów czy Czerniowce. Niektórzy szukają azylu nawet w Azji.
– Kijów nie jest tak bezpieczny energetycznie. Znacznie łatwiej jest zniszczyć instalacje energetyczne wokół stolicy – tłumaczy dziennikarz. – Jedna z moich znajomych podnajmie swoje mieszkanie i pojedzie do Wietnamu lub Tajlandii – dodaje.
Przygotowania w mieście
Nie każdy może spakować walizki i wyjechać. Dla tych, którzy zostają, Kijów zmienia się w twierdzę. Mieszkańcy zdobywają zapasowe źródła energii: duże baterie czy generatory prądu. Część mieszkańców drapaczy chmur przenosi się na niższe piętra.
– Jeśli mieszkasz na 20. piętrze i nie ma prądu, to wejście i zejście schodami bez windy jest ogromnym wysiłkiem – tłumaczy nasz rozmówca. W stolicy Ukrainy narasta frustracja. – Ostatnia zima była najtrudniejsza – bardzo, bardzo ciężka. Ludzie są naprawdę wściekli na władze za to, że teraz nie przygotowały się wystarczająco – mówi Culverwell.
Zeszłej zimy, w lutym, rozmawiałem z mieszkańcami bloku, którzy nie mieli prądu ani ogrzewania przez około miesiąc, a w ich mieszkaniu było zero stopni. Musieli spać w kurtkach i płaszczach, a to byli starsi ludzie.
Potrzeba systemowej pomocy
Dziennikarz „The Kyiv Independent” tłumaczy, że uwaga Rosjan skupia się na Kijowie. – Zrobili to w zeszłym roku i mogą to zrobić ponownie. To, jak poważny będzie kryzys humanitarny, zależy wyłącznie od pogody – ocenia.
Aby zapobiec tragedii Kijowa w okresie zimowym, potrzebna jest natychmiastowa pomoc na dwóch poziomach: oddolnym i państwowym. – Wiem, że ludzie myślą: „Wysyłamy do Ukrainy tyle pieniędzy, muszą być bardzo bogaci”, ale nie – prowadzenie wojny jest niezwykle drogie. Kosztuje około 150 miliardów dolarów rocznie – mówi Culverwell.
– Zasadnicze wsparcie będzie musiało nadejść od rządów i dużych globalnych firm energetycznych – przekonuje dziennikarz. – Mam nadzieję, że dla rządów w Europie przekaz jest jasny: tej zimy Ukraina stanie w obliczu kolejnego kryzysu humanitarnego, a Rosja koncentruje się na odcięciu przede wszystkim Kijowa – podkreśla.