Paradoks demografii. Nie zabraknie rąk do pracy, zabraknie pracy dla rąk?
Polska przygotowuje się na deficyt rąk do pracy, podczas gdy rozwój sztucznej inteligencji i robotyzacji może sprawić, że zabraknie pracy dla ludzi.
Polska liczy dziś ok. 37,5 mln mieszkańców, a współczynnik dzietności od ponad ćwierć wieku nie przekracza 1,5. Depopulacja jest faktem, ale jej skutki są przedmiotem sporu. Dominująca narracja zakłada, że mniej ludzi oznacza mniej pracowników, co zagraża wzrostowi gospodarczemu i systemowi emerytalnemu.
Tymczasem rozwój sztucznej inteligencji (AI) i robotyzacji może całkownie zmienić ten model. Według analizy Międzynarodowego Funduszu Walutowego z 2024 r. AI wpłynie na ok. 60 proc. miejsc pracy w gospodarkach rozwiniętych, a w części z nich może przejąć kluczowe zadania wykonywane dziś przez ludzi.
Fabryki bez ludzi
Optymistów, którzy twierdzą, że automatyzacja zawsze przesuwała ludzi do nowych sektorów, czeka jednak rozczarowanie. AI wchodzi nie tylko do fabryk, lecz także do biur, czyli do sektora, który przez dziesięciolecia przyjmował ludzi wypieranych przez wcześniejsze fale automatyzacji.
Chiny, które podobnie jak Polska borykają się z malejącą ludnością i starzeniem się społeczeństwa, pokazują, że brak pracowników nie jest automatyczną konsekwencją depopulacji. W sierpniu 2026 r. bezrobocie wśród młodych w mieście utrzymywało się na poziomie 18,9 proc., podczas gdy w Chinach mówi się już o „ciemnych fabrykach” – halach pracujących bez świateła, bo roboty nie potrzebują oświetlenia.
Korea Południowa jako przykład
Korea Południowa, która jest społeczeństwem superstarym (ponad 20 proc. osób w wieku 65+), pokazuje, jak można odpowiedzieć na kurczącą się siłę roboczą. W 2023 r. dzietność spadła tam do 0,72, ale jednocześnie Korea przoduje w nasyceniu przemysłu robotami – 1220 robotów na 10 tys. pracowników.
Korea nie załamała się gospodarczo. Zautomatyzowała się. Na kurczenie się siły roboczej odpowiedziała nie masową migracją, lecz przede wszystkim maszynami.
Pułapka liczenia głów
Państwa planują politykę pod liczbą, którą zna, a nie pod tę, która rozstrzygnie przyszłość. Prognozy demograficzne pozwalają oszacować liczbę ludzi w wieku produkcyjnym w 2050 r., ale nie da się przewidzieć, ilu z nich będzie potrzebowała gospodarka, ponieważ o tym zdecyduje tempo rozwoju AI i robotyzacji.
Władze Korei przeznaczyły na zwiększenie liczby urodzeń ponad 200 mld dol. w ciągu 16 lat. Jeżeli gospodarka za 30 lat będzie potrzebowała znacznie mniej ludzi, problemem nie będzie niedobór pracowników. Problemem będzie brak pracy.
System emerytalny w niebezpieczeństwie
Polski system emerytalny, którym zarządza Zakład Ubezpieczeń Społecznych, jest repartycyjny – świadczenia dzisiejszych emerytów pokrywane są ze składek obecnych pracowników. Wzrost gospodarczy i repartycja stoją na fundamencie pracy kolejnych pokoleń.
W gospodarce, której siłą napędową przestaje być praca, dochody pracowników maleją, a wartość wytwarzana przez maszyny trafia do ich właścicieli. Większe obciążenie kapitału stanie się warunkiem utrzymania państwa, ale pozostaje pytanie, kto kupi to, co produkują niemal bezobsługowe fabryki, skoro ludzie bez pracy nie będą mieli dochodu.