Wnuczka powiedziała: obiecaj, że nie wrócę do Kuby
Dziadkowie 4,5-letniej Sary z Radomia przez wiele miesięcy bezskutecznie alarmowali instytucje o krzywdzie dziecka.
— Wystąpiliśmy przeciwko własnej córce, ale nie mieliśmy wyjścia — mówi Rafał Szewczyk, dziadek 4,5-letniej Sary. Przez wiele miesięcy dziadkowie alarmowali, że dziecku dzieje się krzywda. Pokazywali zdjęcia, składali zawiadomienia i prosili o pomoc.
Najbardziej boją się, że instytucje zareagują dopiero wtedy, gdy będzie za późno. Sara miała 2,5 roku, gdy powiedziała w przedszkolu, że dzieje jej się krzywda.
Bierność władz
Nie mam pojęcia dlaczego. Może bali się tego, że moja córka jest znajomą prezydenta miasta, pracowała w hotelu prowadzonym przez właściciela lokalnej drużyny, a ojcem mojej wnuczki jest jeden z byłych piłkarzy tego klubu.
— Do czerwca tego roku traktowali mnie z żoną jak wariatów — relacjonuje Rafał Szewczyk. W Radomiu nikt z prasy nie chciał z nami porozmawiać. Od jednej z dziennikarek usłyszał, żebym nie zawracał jej głowy, bo ma ważniejsze sprawy.