Grabowski: członkowie zarządu NBP są "na smyczy u pana prezesa"
Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej, ocenił, że zarząd NBP jest „na smyczy u pana prezesa” Adama Glapińskiego.
Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej, skomentował wniosek o postawienie prezesa Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej złożyła ten wniosek na początku miesiąca, podtrzymując zarzuty wobec szefa banku centralnego.
Zarzuty obejmują m.in. pośrednie finansowanie deficytu budżetowego, działanie bez należytego upoważnienia Rady Polityki Pieniężnej, nieuprawnione interwencje walutowe oraz naruszenie zasady apolityczności. Glapiński ma też odpowiadać za wprowadzanie ministra finansów w błąd i akceptowanie mechanizmu automatycznych nagród kwartalnych.
Niezależność zarządu
Jednym z kluczowych zarzutów jest samowolne ustalanie wynagrodzeń przez Glapińskiego. "Jednym z zarzutów jest to, że on sobie sam wynagrodzenia ustala. Ale to nie tylko chodzi o to, że on sobie sam z zarządem ustala wynagrodzenie, ale ustalając też innym członkom wynagrodzenie [w postaci - red.] tych bonusów powoduje, że zarząd NBP-u, który powinien zgodnie z konstytucją i ustawą być ciałem kolegialnym, którego członkowie są niezależni, są jakby na smyczy u pana prezesa" - powiedział Grabowski.
No to każdy woli się podporządkować
Podwyżki i zmiany podatkowe
Grabowski skomentował również niedawno ogłoszone podwyżki w zarządzie NBP, które objęły również prezesa banku centralnego. W efekcie Adam Glapiński może zarobić w przyszłym roku nawet 190 tysięcy złotych więcej niż w obecnym. „To nie tylko, że to jest łamanie ustawy, łamanie kolegialnego zarządzania NBP-em i łamanie niezależności członków zarządu. To jest po prostu nieetyczne i on to robi” - ocenił.
We wtorek Senat wprowadził poprawki do ustawy o podatkach, przywracając podwyżkę CIT dla największych firm. Grabowski ocenił, że minister finansów Andrzej Domański słusznie znalazł źródło dochodów, które skompensuje obniżkę wpływów podatkowych. „Nas czekają nieporównywalnie bardziej gwałtowne zmiany” - dodał, wskazując na konieczność obniżenia deficytu o ponad 100 miliardów złotych w ciągu kilku lat.