
Kaczyński wygrał w sądzie ze znanym aktywistą. W tle katastrofa smoleńska
Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Zbigniew Komosa nie może publicznie sugerować odpowiedzialności Lecha Kaczyńskiego za katastrofę smoleńską.
W środę zapadł wyrok w sprawie aktywisty Zbigniewa Komosy. Sędzia Elżbieta Stefaniuk uznała, że „śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej nadal trwa”, dlatego nie powinno się publicznie prezentować treści sugerujących odpowiedzialność Lecha Kaczyńskiego za tę tragedię.
Sąd zakazał Komosie publicznej prezentacji treści, że prezydent Lech Kaczyński w jakikolwiek sposób przyczynił się do tragedii smoleńskiej lub wpływał na decyzje o lądowaniu w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.
Kary dla aktywisty
Sąd uznał, że Komosa ma przekazać kwotę 30 tys. zł na „Stowarzyszenie na rzecz wspierania hospicjum im. Jana Pawła II w Ostrowcu Świętokrzyskim”, a także opublikować przeprosiny dla Jarosława Kaczyńskiego.
Nie zgadzam się na dławienie debaty publicznej
Działania aktywisty
Zbigniew Komosa od ponad sześciu lat składa pamiątkowy wieniec przed warszawskim pomnikiem upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej. Dołącza do niego tabliczkę z napisem obarczającym winą prezydenta Kaczyńskiego.
„Od początku składania wieńców brałem pod uwagę najgorsze możliwości, dlatego nie rozpaczam” - zaznaczył Komosa, dodając, że rozprawę poprowadziła neo-sędzia, której nie udało się wyłączyć z procesu.
Poprzedni konflikt
Środowy wyrok nie jest pierwszym w konflikcie prawnowym aktywisty i Jarosława Kaczyńskiego.
W nieprawomocnym orzeczeniu sędzia Łukasz Grylewicz przyznał, że miało miejsce dwukrotne uderzenie ręką przez Kaczyńskiego w okolice twarzy oskarżyciela, ale stwierdził, że czyn miał niską szkodliwość społeczną.