Netanjahu nie może pogodzić się z wynikiem wyborów. „Zostały skradzione”
Partie arabskie w Izraelu mogą zwiększyć liczbę mandatów z 10 do 19 w 120-osobowym Knesecie, według danych po przeliczeniu 85 proc. głosów.
Dwa ugrupowania reprezentujące Palestyńczyków posiadających izraelskie obywatelstwo – Raam i Zjednoczona Lista – mogą niemal podwoić swoją reprezentację w parlamencie. Wynik ten jest wiązany z mobilizacji społeczności arabskiej, obawiającej się zaostrzenia antyarabskiej retoryki skrajnej prawicy.
Wtorkowe wybory nie przyniosły wyraźnego zwycięzcy. Ani blok Netanjahu, ani blok jego głównego rywala, nie zdobył większości 61 mandatów. Każdy z nich może liczyć na około 50 miejsc w Knesecie.
Oskarżenia o oszustwo
„Wybory w państwie Izrael zostały skradzione” – oświadczył Likud, oskarżając partie arabskie o popieranie terroryzmu i dążenie do zniszczenia państwa żydowskiego. Partia Netanjahu twierdzi, że dysponuje setkami dowodów na nieprawidłowości w lokalach wyborczych w arabskich miejscowościach.
Wybory w państwie Izrael zostały skradzione
Decydująca rola Arabów
Ugrupowania arabskie mogą odegrać decydującą rolę w utworzeniu przyszłego rządu. Netanjahu uczynił zagrożenie ze strony partii arabskich jednym z głównych tematów swojej kampanii, hasłem wyborczym Likudu było „Prawica albo Palestyna”.
Szef Szin Bet Dawid Zini zapewniał, że wybory przebiegają prawidłowo, mimo istniejących prób zakłócania głosowania. Ostateczne, zweryfikowane wyniki mają być gotowe w czwartek po południu.