Wybory w Izraelu: Trudno zatopić Netanjahu. Przed powstaniem nowego rządu może nakazać kolejny atak na Iran
Izraelski premier Benjamin Netanjahu przegrał wybory parlamentarne, tracąc większość w Knesecie, jednak wciąż może zdecydować o uderzeniu na Iran przed powstaniem nowego rządu.
Po obliczeniu trzech czwartych głosów koalicja premiera Netanjahu może liczyć na 54 miejsca w 120-osobowym Knesecie. Cztery partie opozycyjne mają 47 mandatów, a dwie partie arabskie mogą zdobyć rekordowe 19 miejsc. Zdaniem izraelskich obserwatorów ostateczne wyniki nie będą się zasadniczo różnić od tych cząstkowych.
Oba największe bloki partyjne nie są w stanie utworzyć samodzielnie rządu. Teoretycznie większe szanse ma blok czterech partii byłego szefa sztabu armii Gadi Eisenkota, gdyż może liczyć na wsparcie partii arabskich. Pewne jest, że w czasie koalicyjnych przetargów staną przeciwko Netanjahu.
Koalicja premiera nie uzyskała poparcia większości obywateli Izraela, z których 2,1 mln to ludność arabska. W tym sensie Netanjahu przegrywa wybory, bo nie uzyskał większości w Knesecie. Nowy rząd szybko raczej nie powstanie, a Izrael czekają żmudne polityczne negocjacje.
Atak na Iran po 3 listopada?
W tej sytuacji dwie rzeczy wydają się bardzo prawdopodobne. Eisenkot otrzyma misję utworzenia rządu, ale mu się nie uda. W tym czasie Netanjahu będzie nadal szefem rządu i pewne podejmie decyzję o uderzeniu na Iran. Oczywiście wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi.
Taki rozwój wypadków zdaje się sugerować sam Netanjahu. – Jest w naszej mocy, wspólnie z wspaniałym przyjacielem prezydentem Trumpem, zlikwidować zagrożenie ze strony Iranu raz na zawsze – oświadczył w czasie powyborczego przemówienia.
Współgra to z planami Waszyngtonu, który rozważa uderzenie na Iran po wyborach połowy kadencji w USA, czyli po 3 listopada. Takie plany ujawnił „Wall Street Journal”. Biały Dom nie zaprzecza. Sam Donald Trump wyraził zadowolenie z sukcesu Netanjahu, stwierdzając, że udało mu się wygrać, bo sam udzielił premierowi poparcia.
– Należy się liczyć z kolejną akcją przeciw Iranowi. Pomogłoby to wzmocnić pozycję Netanjahu – mówi „Rz” Agnieszka Magdziak-Miszewska, była polska ambasador w Izraelu. Jej zdaniem zwiększenia poparcia dla Netanjahu może mu się przydać w sytuacji powtórnych wyborów – jeżeli po obecnych nie uda się utworzyć stabilnego rządu.
– Netanjahu nie cofnie się przed niczym, aby utrzymać władzę. Znam go – twierdził Gadi Eisenkot w kampanii wyborczej. W Waszyngtonie nie ma przyjaciół, gdyż wykluczył atak na Iran. Stwierdził, że nie ma takiej potrzeby, gdyż Teheran nie przystąpił do odbudowy potencjału nuklearnego.
Eisenkot nie jest jednak gołębiem. W armii jest kojarzony z doktryną stosowaną w Libanie, polegającą na użyciu przytłaczającej siły wobec infrastruktury cywilnej, w celu odstraszania przed atakami bojowników Hamasu. Jest też zwolennikiem „kampanii między wojnami”, czyli strategii tajnych działań o niskiej intensywności, mających na celu osłabienie potencjału przeciwnika bez wywoływania konfliktu na pełną skalę. Zapewnia równocześnie, że zakończy rządu Hamasu w Gazie w ciągu 18 miesięcy.
Partie arabskie z rekordem
– Wiele zależy od tego, czy partie opozycji wykażą się odwagą i zdecydują się na utworzenie rządu mniejszościowego. Może on powstać jedynie przy poparciu ugrupowań arabskich. Problem w tym, że jedno z ugrupowań opozycji, konserwatywny Nasz Dom Izraela, wykluczyło w kampanii wyborczej udział w rządzie popieranym przez ludność arabską – mówi „Rz” Avi Scharf z liberalnego dziennika „Haarec”.
Na drodze do realizacji takiego scenariusza stoi jednak opór większości obywateli Izraela. Nie chcą oni w rządzie przedstawicieli społeczności arabskiej. Dwie partie arabskie mające w sumie 19 mandatów, deklarowały współpracę z opozycją. W takiej sytuacji kandydatowi zwycięskiego bloku prezydent powierzy zapewne misję utworzenia rządu.
Eisenkot miałby na to 28 dni. Może utworzyć rząd mniejszościowy korzystając ze wsparcia w Knesecie partii arabskich. Byłby to scenariusz najgorszy dla Netanjahu. Rząd mniejszościowy mógłby powołać komisję śledczą ds. wydarzeń z 7 października, czyli ataku Hamasu na Izrael. Do tej pory na powołanie komisji nie zgadzał się premier. Obawiał się, że komisja może ustalić, iż Netanjahu zlekceważył ostrzeżenia o przygotowaniach Hamasu do ataku.
Kneset mógłby też przyjąć ustawę wykluczającą oskarżonego o korupcję Netanjahu z udziału w życiu politycznym aż do zakończenia procesu. Taki scenariusz wydaje się jednak mało realny.
Rząd jedności narodowej w Izraelu?
Większe szanse ma dalsze rządzenie Izraelem ma obecnie premier Netanjahu – twierdzi Icchak Klein. Jest przekonany, że przeczeka próby utworzenia rządu przez Eisenkota, aby w glorii pogromcy Iranu doprowadzić do kolejnych wyborów.
Teoretycznie Netanjahu mógłby zaoferować Eisenkotowi utworzenie rządu jedności narodowej bez udziału prawicowych ekstremistów – obecnego ministra finansów Bacalela Smitrocza oraz ministra bezpieczeństwa narodowego Itamara ben Gewira. Nie jest to scenariusz niemożliwy, ale dopiero wtedy, gdy ani Eisenkot, ani Netanjahu, nie będą w stanie utworzyć rządu.