
Cisza w zrujnowanych Ołeszkach. Rozejm Rosji i Ukrainy, strony zabrały głos
W ciągu pierwszych 30 godzin lokalnego zawieszenia broni w okupowanych Ołeszkach nie odnotowano żadnych incydentów, potwierdziły obie strony konfliktu.
Lokalne zawieszenie broni zaczęto wprowadzać w życie w nocy z poniedziałku na wtorek. Porozumienie dotyczy południowej części Ukrainy, a jego głównym celem jest umożliwienie ewakuacji cywilów uwięzionych w Ołeszkach, położonych na obszarze okupowanym przez Rosję.
Dawyd Arachamija, przewodniczący frakcji parlamentarnej partii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Sługa Narodu, określił go w mediach społecznościowych jako „największe zawieszenie broni na największym odcinku frontu na południu Ukrainy”.
Potwierdzenie rozejmu
Jak poinformowała rosyjska agencja RIA Nowosti, komisarz ds. praw człowieka Jana Lantratowa przekazała, że zawieszenie broni jest przestrzegane.
W ciągu 30 godzin zawieszenia broni w Ołeszkach nie odnotowano żadnych incydentów
Informacje te potwierdził również ukraiński komisarz Rady Najwyższej ds. praw człowieka Dmytro Lubinets. W środę poinformował na Telegramie, że przez 30 godzin w mieście obowiązywał zakaz prowadzenia ataków i nie doszło do żadnych incydentów.
Dyplomacja zaangażowana
Zawieszenie broni stało się przedmiotem rozmów dyplomatycznych. We wtorek o sytuacji rozmawiali telefonicznie z Władimirem Putinem premier Norwegii Jonas Gahr Store i prezydent Finlandii Alexander Stubb.
W sprawę zaangażował się także papież Leon XIV, który rozmawiał telefonicznie z prezydentem Ukrainy, a wcześniej z rosyjskim przywódcą.
W piątek Biały Dom informował, że obie strony zgodziły się tymczasowo wstrzymać walki, a do porozumienia przyczyniła się pierwsza lady USA Melania Trump.
Tragiczna sytuacja cywilów
Oleszki leżą około czterech kilometrów od Chersonia, na lewym, okupowanym przez Rosję brzegu Dniepru. Przed wojną miasto zamieszkiwało około 24 tys. osób.
Obecnie sytuacja ludności jest bardzo trudna. Ataki dronów i miny odcięły miasto od reszty regionu, przez co dostarczanie żywności i leków jest praktycznie niemożliwe. Mieszkańcy zmagają się z brakiem prądu, ogrzewania i wody.
Ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha informował, że mieszkańcy „głodują, przetrwali na resztkach warzyw z ogrodu, przetworach, a nawet ślimakach”.