Skip to main content
Wyniki wyborów w Izraelu namieszają. Netanjahu za burtą, rozgrywają Arabowie

Wyniki wyborów w Izraelu namieszają. Netanjahu za burtą, rozgrywają Arabowie

naTemat.pl - artykuły i wpisy blogerów
28 paź 2026, 08:21Natemat
Oryginał
3 min czytania

Po wyborach parlamentarnych w Izraelu blok Benjamina Netanjahu ma 55 mandatów, a opozycja 65. Ostateczny kształt rządu zależy od 15 arabskich deputowanych.

Po przeliczeniu ponad połowy głosów w wyborach parlamentarnych w Izraelu prawicowo-religijny blok urzędującego premiera dysponuje 55 mandatami w 120-osobowym Knesecie. Do minimalnej większości rządowej potrzeba 61 głosów, co oznacza, że Netanjahu brakuje sześciu mandatów.

Z kolei obóz opozycyjny zrzeszający przeciwników wieloletniego szefa rządu gromadzi łącznie 65 miejsc. Choć lider powstałej partii Yashar i twarz „bloku zmian”, generał Gadi Eisenkot, pospiesznie ogłosił przed swoimi zwolennikami, że „Izrael zagłosował za zakończeniem rządów Netanjahu”, dane nie są dla niego aż tak łaskawe.

Izraelska ordynacja wyborcza oparta na skrajnej proporcjonalności i braku okręgów jednomandatowych po raz kolejny uniemożliwiła jakiejkolwiek partii zdobycie samodzielnej większości – rzecz, która w historii Izraela nie zdarzyła się nigdy.

Brakuje sześciu mandatów

Netanjahu publicznie przekonuje, że jedynym stabilnym rozwiązaniem dla kraju w dobie wojennych napięć jest powołanie „silnego, narodowego rządu prawicy”. Problem polega na tym, że nawet z ortodoksyjnymi i nacjonalistycznymi koalicjantami jego blok osiąga pułap 55 deputowanych i nie ma skąd dobrać brakujących 6 głosów.

Z kolei opozycja ma 65 mandatów, ale jest to większość wyłącznie techniczna. Gdy odliczy się od niej deputowanych partii reprezentujących mniejszość arabską, żydowska część opozycji pod wodzą Eisenkota ma zaledwie 50 mandatów. Mniej niż sam blok Netanjahu.

15 mandatów arabskich rozdaje karty

To najbardziej fascynujący i paradoksalny wątek tych wyborów: o tym, kto zostanie premierem żydowskiego państwa, zadecydują partie arabskie. Koalicja Zjednoczonej Listy (Hadash-Ta'al) oraz islamskiej partii Ra'am (United Arab List) zdobyła łącznie 15 mandatów. To potężna siła w parlamencie, bez której nikt nie jest w stanie stworzyć stabilnej koalicji.

Sytuacja stawia obie strony w niezwykle trudnym położeniu. Scenariusze są (prawdopodobnie) trzy. W pierwszym karty rozdaje Eisenkot. Aby sformować gabinet „zmiany”, lider partii Yashar musiałby oprzeć rząd na poparciu lub cichej tolerancji partii arabskich. Taki precedens miał już miejsce w 2021 roku w gabinecie Naftalego Bennetta i Yaira Lapida, do którego wszedł Mansour Abbas (lider Ra'am).

W scenariuszu drugim Netanjahu kusi partie arabskie. Brzmi nieprawdopodobnie? Benjamin Netanjahu w przeszłości ostro krytykował współpracę z partiami arabskimi, zarzucając oponentom „zdradę państwa”. Jednocześnie historia izraelskiej polityki pamięta, że sam Netanjahu w 2021 roku prowadził tajne rozmowy z Mansourem Abbasem, gdy brakowało mu głosów do stworzenia rządu.

Pytanie brzmi, czy zdesperowany „Bibi”, walczący o utrzymanie władzy i immunitetu, spróbuje po raz kolejny rozbić jedność opozycji za pomocą arabskich mandatów.

Rząd jedności albo kolejne wybory

Jest jeszcze trzecia opcja: rząd jedności albo kolejne wybory. Jeśli nacjonalistyczna frakcja opozycji odmówi układania się z deputowanymi arabskimi, a Netanjahu nie zdoła przekupić pojedynczych posłów bloku zmian, jedynymi alternatywami pozostaną wielka koalicja Likudu z partią Yashar (co wymagałoby ustąpienia samego Netanjahu) albo... rozpisanie kolejnych, przedterminowych wyborów.

Każde przedłużające się bezkrólewie w Jerozolimie ma zresztą wymiar wykraczający daleko poza izraelską politykę wewnętrzną. Wystarczy przypomnieć, jak rynki reagowały na eskalację w regionie – opisywaliśmy to w tekście ropa, złoto i dolar w górę, globalny strach po atakach na Iran.

Centralna Komisja Wyborcza w Jerozolimie zaznacza, że spływające od północy rezultaty wciąż mogą ulec korektom. Do przeliczenia pozostają głosy z dużych aglomeracji oraz tzw. „podwójne koperty” – głosy żołnierzy Sił Obronnych Izraela (IDF), personelu medycznego, dyplomatów i więźniów, które tradycyjnie faworyzują ugrupowania prawicowe i centrowe.

Ostateczny podział mandatów może przesunąć się o 1-2 miejsca w tę lub drugą stronę, a przy progu wyborczym wynoszącym 3,25 proc. każdy tysiąc głosów potrafi zdecydować o losie całego rządu.

Niezależnie od ostatecznych ułamków procentowych, wybory 2026 roku nie przyniosły jednoznacznego rozstrzygnięcia. Izrael wchodzi w fazę wielotygodniowych targów koalicyjnych, w których Benjamin Netanjahu po raz kolejny walczy o swoje polityczne przetrwanie, a klucze do gabinetu premiera trzymają arabscy deputowani.

Z.ai
Article written by AI
Z.ai GLM-4.5-FlashFree
Free AI articles150 of 150
No limit after signing in with Telegram