
Królestwo Trumpa upadnie w listopadzie. Ale radość w Polsce jest przedwczesna
Amerykańskie wybory połówkowe w listopadzie mogą przynieść paraliż zamiast kompromisu, co dla Polski oznacza większe zagrożenie niż pełnia władzy Donalda Trumpa.
Europa czeka na porażkę Trumpa, ale to może być najgorszy możliwy scenariusz. Osaczony prezydent i pogrążony w wojnie domowej Waszyngton wcale nie oznaczają spokoju. Dla Polska jest to nawet groźniejsza sytuacja niż pełnia władzy nieobliczalnego prezydenta USA.
Wybory połówkowe (midterms) zdecydują o obsadzie całej Izby Reprezentantów oraz jednej trzeciej Senatu. W europejskich salonach wielu komentatorów z nadzieją czeka na sukces Partii Demokratycznej, licząc na przywrócenie przewidywalnego ładu na świecie.
Paraliż zamiast kompromisu
Amerykański system checks and balances w warunkach głębokiej polaryzacji nie przynosi kompromisu – przynosi paraliż. Supermocarstwo, którego uwaga zostaje całkowicie pochłonięta przez wewnętrzne rozliczenia, staje się skrajnie niebezpieczne dla swoich sojuszników.
Impeachment a rzeczywistość
Wygrana Demokratów nie oznacza szybkiego końca rządów Trumpa. Procedura impeachmentu w Izbie Reprezentantów ruszy zapewnie szybko, ale jej finał w Senacie jest przesądzony. Do skazania prezydenta potrzeba kwalifikowanej większości dwóch trzecich głosów (67 senatorów), co jest niemożliwe.
Przejęcie komisji przez Demokratów oznacza, że kluczowi współpracownicy prezydenta będą tygodniami gromadzić dokumenty i zeznawać, zamiast zarządzać państwem. Do tego dochodzi groźba government shutdown – blokady ustaw budżetowych.
Inflacyjny bumerang
Głównym motorem niechęci do Trumpa jest wysoka inflacja i koszty życia. Jeśli Demokraci skupią się wyłącznie na polowaniu na prezydenta, a do głosu dojdzie radykalne lewicowe skrzydło partii, Amerykanie obarczą ich winą za chaos gospodarczy.
Lekcja dla Polski
Dla Polski płynie z tej sytuacji niezwykle gorzka lekcja. Przez ostatnie trzy dekady polska klasa polityczna przyzwyczaiła się do traktowania USA jako dobrodusznego strażnika. Tymczasem w obu amerykańskich partiach panuje zgoda: ten rozdział w historii został zamknięty.
Polska klasa polityczna zamiast przygotować państwo na nadchodzącą 'międzyepokę', trwoni cenny czas na jałową kohabitacyjną wojnę. Mówi się o zagrożeniu wojennym, ale realna obrona cywilna wciąż leży w powijakach.
Niezależnie od wyników wyborów, Waszyngton będzie coraz bardziej pochłonięty sobą i Pacyfikiem. Jeśli Polska nie zbuduje własnej odporności obronnej, w nowym rozdaniu geopolitycznym znów staniemy się pionkiem na cudzej szachownicy.