Oczy wszystkich zwrócone na Izrael. Ważą się losy Netanjahu
W Izraelu odbywają się pierwsze od czasu ataku Hamasu w październiku 2023 roku wybory parlamentarne. Ich wynik zdecyduje o przyszłości rządu Benjamina Netanjahu, który zmaga się z zarzutami korupcyjnymi i oskarżeniami o zbrodnie wojenne.
To pierwsze wybory w Izraelu po zamachu z 7 października 2023 roku, w którym zginęło około 1200 osób. Największe szanse na zwycięstwo mają Likud urzędującego premiera Benjamina Netanjahu oraz Yash!, na którego czele stoi emerytowany generał Gadi Eisenkot.
Przedwyborcze sondaże nie wskazują zdecydowanego zwycięzcy. Żadna z partii nie będzie w stanie zdobyć samodzielnej większości w 120-osobowym Knesecie, co oznacza konieczność tworzenia koalicji.
Dla Netanjahu utrata władzi może skutkować jego rozliczeniem – premierowi postawiono zarzuty korupcyjne, a Międzynarodowy Trybunał Karny wydał wobec niego nakaz aresztowania za zbrodnie wojenne.
Odpowiedzialność za 7 października
Nad urzędującym szefem rządu wiszą nie tylko zarzuty korupcyjne, ale przede wszystkim rozliczenia za dramatyczny atak Hamasu na kraj. Mnożą się doniesienia, że Netanjahu wiedział o przygotowywanym ataku.
Jak mówi Jarosław Kociszewski, dziennikarz specjalizujący się na Bliskim Wschodzie, rozliczenie za to jest jednym z głównych punktów kampanii wyborczej. – A on ma z czego się tłumaczyć. Niewątpliwie ponosi on odpowiedzialność za to, że w czasie jego rządów Izrael poniósł 7 października największą klęskę w historii – ocenia.
Niewątpliwie ponosi on odpowiedzialność za to, że w czasie jego rządów Izrael poniósł 7 października największą klęskę w historii.
Scenariusze wyborcze
Sondaże pokazują, że około 70 proc. obywateli Izraela nie chce Netanjahu jako premiera. W izraelskim systemie politycznym duży elektorat negatywny nie oznacza jednak automatycznej utraty władzy.
Kociszewski wskazuje, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to taki, w którym żaden blok nie będzie w stanie utworzyć rządu. – Najbardziej prawdopodobne jest to, że żaden blok nie będzie w stanie utworzyć rządu. Czyli Gadi Eisenkot i blok zmiany wygrają, ale niewystarczająco i będą potrzebować partii arabskich – mówi ekspert.
Jeśli jednak Netanjahu nie przegra wysoko, może próbować podkupić część bloku zmiany, co pozwoliłoby mu stworzyć stabilny, prawicowy rząd. Z kolei rząd wsparty przez partie arabskie oznaczałby większą stabilność, ale próbę zapanowania nad żydowskim terrorem na Zachodnim Brzegu Jordanu.
Polityka zagraniczna
Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Michał Wojnarowicz, nie spodziewa się rewolucji w polityce zagranicznej po ewentualnej wygranej opozycji. – Większość opozycji zgadza się, że trzeba walczyć z Hamasem, z Hezbollahem, z Iranem; że ten stan posiadania izraelskiej armii, czyli kontrola nad południowym Libanem czy południową Syrią lub w strefie Gazy, nie zostanie odpuszczony z dnia na dzień – ocenił.
Według eksperta, ewentualny nowy rząd może powstrzymać falę przemocy wobec Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu, ale nie zaprzestanie rozbudowy izraelskich osiedli. Może też ułatwić rozmowy z partnerami europejskimi, którzy mają problem z wizerunkiem Netanjahu jako osoby ściganej przez Międzynarodowy Trybunał Karny.
Wojnarowicz stawia też pytanie o to, jak ewentualny nowy rząd będzie się dogadywał z Donaldem Trumpem, który miał duże plany wobec Strefy Gazy. Ocenia, że potencjalna zmiana rządu może ułatwić rozmowy z Izraelem niektórym partnerom, np. europejskim.