Afera z kursami generalskimi. Dziennikarze odpowiadają resortowi obrony
Po publikacji Onetu o kursie generalskim dla płk. Jerzego Biryłki, MON oskarżyło nas o podawanie nieprawdziwych informacji. Resort nie wskazał jednak, do jakiego artykułu się odnosi.
We wtorek MON opublikowało na swoim profilu na portalu X wpis, w którym oskarża nas o przedstawienie „nieprawdziwych i nieścisłych informacji”. Ministerstwo nie informuje czytelników, do jakiego artykułu Onetu się odnosi, więc ci widzą tylko zarzuty, nie mając szansy zweryfikować, o co chodzi.
Chodzi o opublikowany przez nas w poniedziałek artykuł „Kosiniak-Kamysz wysyła na kurs generalski oficera odpowiedzialnego za zwolnienie molestowanej żołnierki”. Opisaliśmy w nim historię płk. Jerzego Biryłki, dowódcy 34. Brygady Kawalerii Pancernej, który nie posiadał niezbędnego doświadczenia w dowodzeniu, nie znał angielskiego i nie miał wymaganych kursów.
Manipulacja informacją
Resort przedstawia pięć punktów, które mają udowodnić nasze rzekome nieprawdy. Analizujemy je krok po kroku. MON pisze, że „nikt nie został w tej sprawie skazany ani ukarany”, ale nie informuje, o jaką sprawę chodzi. Chodzi o molestowaną żołnierkę, o której toczącym się postępowaniu prokuratorskim sami informowaliśmy.
Drugi punkt dotyczy listu otwartego rzekomo wystosowanego przez kobiety-żołnierze jednostki. Tym razem również chodzi o molestowaną żołnierkę. List, o którym pisze MON, powstał po naszej publikacji, nigdy nie został opublikowany w przestrzeni publicznej i nie trafił do molestowanej żołnierki ani jej adwokata.
W trzecim punkcie MON sugeruje, że coś prostuje, pisząc o informowaniu Przewodniczącej Rady ds. Wojskowej Służby Kobiet o sprawie. Tym razem również chodzi o molestowaną żołnierkę, o której kontaktach z przewodniczącą Rady pisaliśmy ze szczegółami.
Doświadczenie dowódcze
W czwartym punkcie MON odnosi się bezpośrednio do naszego artykułu o płk. Biryłce. Resort pisze, że oficer przeszedł kolejne szczeble dowodzenia, pełnił obowiązki dowódcy batalionu i jest specjalistą w zakresie czołgów Leopard. To jedyny punkt, w którym MON odnosi się do naszego artykułu.
Przed publikacją artykułu wysłaliśmy do MON szereg pytań dotyczących płk. Biryłki. W naszym pytaniu ważne było to, że przed objęciem dowództwa brygady oficer powinien być dowódcą batalionu. Płk. Biryłko nigdy nie był dowódcą batalionu - pełnił jedynie obowiązki, kiedy samego dowódcy z jakiegoś powodu akurat nie było.
Zapytaliśmy też, czy płk. Biryłko przed wyznaczeniem na stanowisko dowódcy 34. Brygady ukończył kurs pułkownikowski. Odpowiedzi na to pytanie się nie doczekaliśmy. Zapytaliśmy również o jego znajomość języka angielskiego zgodnie z natowskim standardem STANAG 6001. MON odpowiedział, że oficer znał ten język na najniższym możliwym poziomie „1”.
Powrót do przeszłości
W ostatnim punkcie MON straszy nas procesem sądowym, zgodnie z najlepszymi tradycjami działań poprzedniego rządu. Boimy się jednak czego innego - że obecne kierownictwo MON niebezpiecznie zbliża się do standardów, które znamy z czasów, kiedy resortem kierowali ministrowie Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak.
W serii artykułów o kursach generalskich ujawniamy bardzo niewygodną dla ministra Kosiniak-Kamysza prawdę. Jeszcze kilkanaście lat temu w takim kursie uczestniczyło ok. 12 oficerów, za kadencji Macierewicza rozpoczęła się „produkcja” swoich generałów, by za Błaszczaka osiągnąć liczbę 39. Rekord jednak został pobity w tym roku, kiedy na kursie znalazło się 64 oficerów.
Piszemy też, że stopień generała to nie tylko prestiż, ale i pieniądze. Oficerowie, którzy ukończyli ten kurs, nie muszą być generałami, aby uzyskiwać wyższe apanaże. Wystarczy, że zostaną wyznaczeni na generalskie etaty, aby otrzymywać wyższą pensję, a następnie wyższą emeryturę.
Piszemy w końcu o tym, że wielu z kierowanych na kurs ludzi nie posiada wymaganych kwalifikacji - doświadczenia w dowodzeniu dużymi formacjami, znajomości języka angielskiego ani wymaganych kursów. Płk. Biryłko nie jest przecież jedynym. Zaledwie kilka dni temu informowaliśmy o rolniku z podkrakowskiej wsi Andrzeju Siole, który dzięki odpowiednim koneksjom także dostał się na kurs.