Wykładowca na zleceniu czy etacie? "Uczelnia nie miała jak wygrać"
Państwowa Inspekcja Pracy uznała, że uczelnie muszą zatrudniać wykładowców na etatach, nie na umowach cywilnoprawnych.
Uczelnia kształcąca 17 tys. studentów chciała zatrudniać sędziów, radców prawnych, lekarzy i geodetów na umowach cywilnoprawnych, a nie na etatach. Specjaliści mieli prowadzić tylko zajęcia i wystawiać zaliczenia, bez pełnego pakietu obowiązków charakterystycznego dla nauczycieli akademickich.
Zgodnie z założeniami, wykładowcy mieliby elastycznie wybierać terminy pracy, dobierać metody nauczania i pracować dla innych podmiotów. Ich wynagrodzenie zależałoby od liczby przeprowadzonych godzin, bez stałego miesięcznego wynagrodzenia.
Decyzja PIP
Państwowa Inspekcja Pracy nie zgodziła się na takie rozwiązanie. Podstawową formą świadczenia pracy na uczelni jest umowa o pracę - orzekła inspekcja. Zdaniem PIP, osoba prowadząca zajęcia pozostaje podporządkowana uczelni, która ma uprawnienia kierownicze i kontrolne.
W przedstawionym przypadku występuje kumulacja cech właściwych stosunkowi pracy, tj. wykonywanie określonego rodzaju pracy na rzecz uczelni, za wynagrodzeniem, według ustalonego przez uczelnię harmonogramu zajęć, w miejscu przez nią wskazanym, pod nadzorem oraz z wykorzystaniem sprzętu zapewnionego przez uczelnię
Eksperci o sprawie
Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec ocenił, że uczelnia nie miała jak wygrać, ponieważ każdy fakt wskazywał na stosunek pracy. Dr Marcin Wojewódka dodał, że niewielka liczba godzin nie wyklucza zatrudnienia na część etatu, a własny sprzęt czy polisa OC nie decydują o niezależności wykładowcy.
Interpretacje PIP są wiążące tylko dla podmiotu, który o nie wystąpił. Mogą jednak zapowiadać linię przyjmowaną przez inspekcję podczas kontroli innych szkół wyższych, wpływając na sposób zatrudniania wykładowców w całej Polsce.